Doula i Fotograf

Jestem doulą. Co to znaczy? Jestem nią od niedawna, czy jest to więc mój zawód?  Jeszcze nigdy nie towarzyszyłam kobiecie w porodzie, więc ktoś mi się zapytał, czy na pewno się sprawdzę i skąd to wiem…. Albo, skąd w ogóle wezmę „klientów”?  Nie wiem i wiem. Wiem, że kiedyś pojawi się pierwsza dziewczyna, która do mnie zadzwoni, lub napisze maila, która zaufa mi tak, jak ja ufam sobie, że będę dla niej dobrym wsparciem.  Może będzie to moja znajoma (czekam na Was), może na razie obca kobieta.

Być może z czasem nauczę się bardziej zaawansowanych technik masażu, może akupresury, może dokupię kilka przydatnych gadżetów… bo to dla niektórych osób jest ważne, bym władała, jako doula takimi umiejętnościami, niektórym to naprawdę pomaga. A ja mogę i chcę dać coś jeszcze więcej- zrozumienie, ciepło, zdecydowanie nie udawane,  i to, że nie będę oceniać, że się uśmiechnę, że nie skrytykuję kobiety, gdy ona nie zauważy, że jej dziecko ma od godziny brudną pieluszkę. Czasem ktoś do mnie dzwoni lub pisze z pytaniem o rodzicielstwo, o chusty, o pieluszki, o problemy kobiece, o sprawy damsko-męskie po porodzie. Czasem ktoś mnie zapyta: „A co się robi w czasie skurczu porodowego?” To dla mnie zaszczyt, że mogę odpowiedzieć na te pytania i robię to najlepiej, jak umiem… lub odsyłam dalej.

Nigdy nie będę lekarzem, nie podejrzewam się też o studia położnicze, nie posiadłam całej wiedzy z zakresu narodzin dziecka, rodziłam tylko jeden raz… ale to nie ma znaczenia- dla mnie znaczenie ma kobieta i jej wspomnienia porodowe, które spróbuję ochronić od złych myśli, ma znaczenie jej partner, który jest równoprawnym rodzicem TEGO dziecka, TO dziecko- jestem dla nich i wiem, jak możliwie najlepiej zadbać o szczegóły :)

Sama kiedyś używałam tego argumentu- „Nie pójdę na salę porodową z kimś obcym. Mój mąż się do tego świetnie nadaje, wiem, że mnie wesprze”.
Wsparł mnie, jak nikt inny. Ale kiedy leżałam z bólu na łóżku, nie podpowiedział mi, że mogę wstać lub usiąść, bo myślał, że to normalne. Nie wpadł na to, że może masować mi stopy, nie wiedział, że 10 minut po porodzie ktoś zabierze nasze dziecko bez uprzedzenia… nie wiedział, dokąd. Ręce za bardzo mu się trzęsły, by zrobić nam zdjęcie. Zabrakło mi w moim porodzie douli, która wie, jak wygląda proces narodzin i, co się za chwilę stanie, i która przez cały czas będzie trzeźwo myśleć (hormony porodowe naprawdę działają, jak alkohol :))

Nieznana mi dziewczyna zadała mi ostatnio pytanie, czy czuję się bardziej doulą, czy fotografem. Zaskoczyła mnie tym pytaniem, bo sama do dziś nie wiem, jak połączyć te obie profesje w jedną spójną całość, która nie będzie blokować potencjalnych Par Młodych przed wybraniem mnie na fotografa ślubnego. Wiem, że zawodowo czuję się kompetentna w obu tych dziedzinach i gorąco wierzę, że niedługo sama wypracuję pewien rozsądny balans. Kiedy robię zdjęcia ślubne, skupiam się na wydarzeniu, któe fotografuję i nic innego nie ma znaczenia- nie mam przy sobie nawet swojego dziecka i to jest dla mnie oczywiste. Niewiele mam lat, ale zdążyłam się nauczyć, że dobre rozwiązanie w końcu się gdzieś odnajduje :)

Na zdjęciach 1-dniowa Helenka. Zdjęcia w szpitalu też mają swoją magię ♥

IMG_4868z_2

IMG_4873z_1

IMG_4879z_1

IMG_4883_2

IMG_4893_1

IMG_4902z_1

IMG_4908z_1

IMG_4914z_1

IMG_4927z_1

IMG_4934z_1

 

Advertisements

31 thoughts on “Doula i Fotograf

  1. Znam Cię tylko tyle, co z bloga, ale odbierając całą mądrość i ciepło Twoich wpisów i zdjęć – jestem przekonana, że potrafisz pięknie połączyć te dwie role.
    Swoją drogą, poznałam niedawno kobietę, która jest doulą i… piosenkarką w niezależnym rockowym zespole. Wspaniała, mądra, artystyczna dusza :)

    1. Odlot. Moją doulą była mama. Dwukrotnie. Nie wiem skąd wzięła siły, żeby przeżyć ze mną porody. Była wspaniała a ja nie wyobrażam sobie porodu bez wsparcia kobiety. Ale gdyby czasem zdarzył mi się trzeci raz to wezmę doulę, bo ona przynajmniej będzie „tylko” współczuć i wspierać, a moja mama wspierała mnie cierpiąc razem ze mną. I jeszcze gdyby ta doula robiła taaakie zdjęcia :) Gratulację :)

    2. Doula też to współodczuwa, gwarantuję Ci to :) Ale z pewnością jest na to przygotowana i ma swoje sposoby, by poradzić sobie z takimi emocjami. Choć z drugiej strony, patrzenie na ból córki, choćby dorosłej, to zawsze ogromne wyzwanie. A mama przy porodzie… to dopiero musi być niesamowita więź!

  2. „Ale kiedy leżałam z bólu na łóżku, nie podpowiedział mi, że mogę wstać lub usiąść, bo myślał, że to normalne.” – mnie położne podpowiadały cały czas. Nie byłam w stanie się na bok przekręcić, bo najmniejszy mój ruch powodował skurcz. Mieli problem, żeby mi dać znieczulenie, bo z okazji zmiany pozycji na siedzącą miałam skurcz za skurczem. Oczywiście macica miała to w nosie i się nie rozszerzała. Opisuję, żebyś wiedziała, że czasem rodząca za takie rady jest gotowa wcisnąć Ci wenflon w zad i wyrzucić przez okno. Za rady na temat drabinek, piłki czy inne tego typu rewelacje tym bardziej. Ulgę przynosi tylko zastrzyk w kręgosłup. A skurcze po zastrzyku czułam bardzo dobrze. Tylko nie bolały. Miła odmiana po 11 godzinach bezsensownego bólu, który w niczym mi nie pomagał.

    1. Dziękuję za Twoją historię. Każdy poród jest inny i nie mam zamiaru wykorzystywać swoich doświadczeń porodowych w kontakcie z inną kobietą, by przekładać je 1:1. Gdyby była z Tobą doula, prawdopodobnie pomogłaby zostać Ci w takiej pozycji, w jakiej jesteś, być może położyłaby na Twoim brzuchu ciepły kompres, być może podsunęłaby pomysł zastrzyku kobiecie, która sama na to nie wpadła, być może wykonałaby masaż stóp, kóry- niespodziewanie- przyniósł ulgę. Doula nie zawsze aktywizuje w porodzie.

      Porody to nie buła z masłem :)

  3. Nie wiem, jak to jest rodzić z doulą, nie mogę sobie wyobrazić tego, jeśli nie znamy się wcześniej… Jak być sobą przy obcej osobie :-) Jak reagują położne i personel. Jak mąż. Wolałabym poród domowy, ale raczej nie będzie mi to dane…Nie spodziewam się za dużo po szpitalu, mam tylko nadzieję, że będzie lepiej niż poprzednio.
    Najlepsze życzenia urodzinowe dla Polci !!!

    1. Marta, po pierwsze gratuluję drugiej ciąży! :) Już dawno wypadłam z obiegu i nie wiem, co się dzieje :)

      A co do douli- nie jest tak zupełnie obca. Spotykasz się z nią przed porodem, by się lepiej poznać. Często decydujesz się na wybór tej konkretnej kobiety, bo ją wcześniej poznałaś, może nie jako najlepszą koleżankę, ale np. jako znajomą forumkę, jako dziewczynę ze spotkań dla mam, jako osobę prowadzącą szkołę rodzenia i zajęcia dla kobiet w ciąży…

      Co do reakcji personelu medycznego- różnie z tym bywa. Robimy, co w Naszej mocy, by położne nas zaakepctowały i, by uwierzyły, że z nimi nie rywalizujemy, tylko je wzajemnie dopełniamy. Nigdy nie będziemy miały wiedzy większej, niż one, więc nie ma o czym mówić. Nie po to jesteśmy z kobietą.

      Mąż? No, dobrze by było, gdyby też się czuł komfortowo w tej sytuacji :) O ile jest to mąż, który rozumie swoją żonę, zna jej potrzeby i szanuje je, myślę, że bez problemu i on zakuma, po co jest ta „obca baba”.

  4. Wiesz… w tym momencie żałuję, że mieszkamy daleko. Chętnie – kiedyś widziałabym Cię jako moją doulę. A jeśli do tego robiłabyś zdjęcia… ;) marzenie !

  5. Wpis piękny i zdjęcia cudowne ;)
    Alicja, ja już Ci mówiłam, że bardzo chciałabym z Tobą rodzić kiedy będę w kolejnej ciąży i nie dlatego, że mój mąż się nie sprawdził, bo sprawdził się cudownie, ale chciałabym, żeby był z nami ktoś, kto właśnie będzie miał siłę walczyć o nasze prawa, wtedy kiedy my nie wiemy jak rozgryźć niektóre sytuacje i kto mógłby nam zrobić wspólne zdjęcia, bo mam cudowne zdjęcia z pierwszego porodu, ale niestety bez Grześka.

    1. Marta, to będzie dla mnie ogromny zaszczyt i przyjemność :) Doskonale wiem, o czym mówisz, bo mi wtedy kiedyś też kogoś takiego brakowało- ja przecież wyłączyłam wtedy swoje myślenie.

      Teraz tylko trzymam kciuki, żebyście się tego drugiego maleństwa doczekali ;)

  6. a ja marzę żeby zostać doulą i postanowiłam sobie utwierdzać się w tym marzeniu, by gdy któregoś dnia postanowię wcielać marzenie w życie nikt życzliwy mnie nie mógł zniechęcić…

  7. Czytam i z każdym postem nabieram ochoty, żeby Cię przytulić. Ciepła, mądra, o podobnych poglądach…

    A co do wsparcia porodowego dla mnie to bardzo ważne aby był przy mnie ktoś z kim mam dobry kontakt problen polega tylko na tym, że nie wiedziałam tego przed pierwszym porodem, więc uświadamiaj :)

  8. witam. Trafiłam tu i będę zaglądać. Piękny wpis. Powodzenia w byciu doula. Sama przeżyłam dwa piękne porody i może uda się jeszcze jeden przeżyć. Każdej kobiecie opowiadam o swoich porodach,tak je przeżyłam i że to były najpiękniejsze dwa momenty w moim życiu. Mówię o bólu, bo bez tego nie da się urodzić. Każdej polecam poród naturalny, bo przeżyć go to naprawdę cud. Teraz w szpitalach są położne i lekarze, którzy opiekują się rodzącą kobietą i dzięki temu właśnie można mieć cudowne wspomnienia. Moje historie opowiedziałam wiele razy i za każdym razem słyszałam dziękuję, że opowiedziałaś mi to w taki sposób( bo one od koleżanek i innych kobiet słyszały tylko, nigdy więcej, boli itp itd). I jakoś mnie to złości, że mało kobiet nie przekazuje żadnych pozytywnych emocji.To ma duże znaczenie bo kobieta, która rodzi po raz pierwszy nastawia się od razu, że poród to zło konieczne. A przecież to najpiękniejsze doznania jakie możemy przeżyć I każdej kobiecie tego życzę.

    1. maszka, to ja ci bardzo zazdroszczę, mój poród to była tragedia, dramat i rzeź. Nie było w nim nic z rodzić po ludzku…u nas przez to więcej dzieci nie będzie i bardzo żałuje, że nie miałam, nie mam tak pięknych wspomnień jak ty

    2. Nikt Cię nie będzie namawiać, ale właśnie to jest takie trudne, że jeden poród sprawił, że myślimy inaczej o całym naszym życiu. I niech ktoś mi powie, że to nie ma znaczenia.

  9. Ja żałuje, że nie miał fotografa przy porodzie, skrajne wyczerpanie i komplikacje spowodowały, że porodu w większości nie pamiętam. Było to dla mnie bardzo trudne do zaakceptowania później. A tak miała bym chociaż zdjęcia, aby móc wspomnienia o coś zaczepić :(
    Nie planuje przez tą straszną 19h gehennę więcej dzieci, ale jeśli los postanowi inaczej, na pewno będzie na sali ktoś od zdjęć,.

    1. Ja miałam poród krótki, ale również nielekki. Właśnie przez to, że niwiele z niego pamiętam, zrodziły się moje marzenia o zdjęciach z porodów. Dopiero potem zauważyłam, że na świecie robi się z tego biznes… a dla mnie to coś więcej, niż pieniądze, bo tych godzin nikt mi nie wróci, a chciałabym mieć chociaż jedno zdjęcie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s