Wariactwo

Uffff, cóż to był za szalone dwa tygodnie!

Lutowa konferencja Medeli poświęcona karmieniu piersią, niepozorny wypadek i nieoczekiwane dni spędzone z naszą córką na oddziale chirurgicznym warszawskiego szpitala na Działdowskiej. Mnóstwo zmartwień i strachu, ale również czas, by pobyć znów z Agatą i Asią- moim nawiększym prezentem od losu. Większość z Was pewnie nie zna tych dwóch pięknych kobiet i… nie wiecie, co tracicie :) Ja tracę, że mieszkam tak daleko od nich.

IMG_3223_1

Ten tydzień to kilka magicznie normalnych dni spędzonych u Mommy draws, kilkanaście godzin w pociągach, rozmowy, maile (tak bardzo mnie cieszy, że znajduję w skrzynce coraz więcej zapytań o zdjecia!)… Tęsknota za moim mężem daje się we znaki. W niedzielę znów będziemy się musieli rozstać, bo przyszły tydzień zapowiada się równie intensywnie- znów Warszawa i szkolenie podstawowe dla Douli już na mnie czekają!

Nie mogę uwierzyć, że macierzyństwo poprowadziło mnie właśnie tą drogą. Oczywiście, że dziecko miało wywrócić moje życie do góry nogami, ale nie sądziłam, że własnie w ten sposób- nie zdziwiło mnie poświęcenie się dziecku, priorytety nadal mam te same, nie przerosły nas pieluszki, wózki, chusty (a może to dzięki nim nic nas nie przerosło?). Co jest więc innego?
Nigdy nie sądziłam, że zajmę się tym, by pomagać innym kobietom, by wspierać naturalne rodzicielstwo, karmienie piersią (o tym w następnym wpisie). Nie sądziłam, że będę chciała być doulą. Chyba to sama chwila narodzin i mój poród tak mnie zmieniły- dały mi świadomość tego jaka jestem silna i, co mogę zrobić dla innych dziewczyn, jak wiele jeszcze kuleje w kobiecym świecie. Czuję się potrzebna jako doula i nawet jeśli nieprędko nadarzy się okazja, bym mogła w praktyce wykorzystać chustę rebozo i moje dłonie, które będą podtrzymywać w chwili porodu, to jednak wiem, że mogę innym służyć swoją wiedzą i swoim spokojem. To jest niesamowite!

Z niecierpliwością oczekuję na intensywne dni szkolenia, a tymczasem wracam do rzeczywistości- chcę wziąć w ręce kubek ciepłej herbaty, odpowiedzieć na kilka wiadomości i odpocząć po podróży. Zdjęć z tego tygodnia nie będzie, bo zapakowanie aparatu do walizki przekroczyło moje możliwości logistyczne. No, chyba, że Szanowna Mama Olka coś tam ze swoich zbiorów udostępni :) Eh, żebyście Wy wiedzialy, jak ona dobrze gotuje ;)

 IMG_3224_1 IMG_3230_1 IMG_3233_1 IMG_3237_1

Reklamy

24 thoughts on “Wariactwo

  1. Na wstępie: nie potrafię sobie wyobrazic jak bardzo baliście sie o Poleczke. Ludzie nawet nie wiedza ile siły w nich drzemie. Moc uścisków!
    Mnie tez macierzyństwo batdzo zmieniło. Nie spodziewałam sie, ze beda mną rządzić naturalne instynkty. Cieszy mnie to ogromnie.
    A do wawy na pewno z Poleczka przyjezdzasz… To moze i my zaprosilybysmy Was na obiad? Chciałybyśmy poznać Lilkowego sobowtóra:)

    1. Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję. Już wiem, że przyjechałam bez Poli : ) Boimy się o nią nadal i masz rację- ten naturalny instynkt bierze się nie wiadomo, skąd.

  2. A ludzie mówią, że ten cały internet to szmelc, że to blogowanie to kicha, matki się nienawidzą, nogi sobie podkładają… a tu tak pięknie między Wami… matkami :) Aż zazdroszczę i podziwiam Cię, że zdecydowałaś się na taką drogę, bo mnie przerosłoby pomaganie innym kobietom i zamieniło się w coś codziennego, zwykłego.
    Mam nadzieję, że Pola już nie pamięta złych przeżyć i uśmiecha się nieustannie.

    1. Patuhall, dla mnie to uzależnienie. NIe mam innej opcji i lepiej ze mną nie zaczynać rozmowy o tematyce matecznikowo-porodowej, bo nie umiem skończyć ;)

  3. Boże jedyny Alunia… patrzę na te Wasze zdjęcia i płakać mi się chce… mimo, że wiem że wszystko dobrze się skończyło… Wtedy jednak… serce pękało i mnie… Buziaki dla Was od nas :*

    1. Wiem… i czułam Twoją obecność i Twoje wsparcie :* Przepraszam, że dopiero teraz, ale z niewiadomych przyczyn wyłowiłam właśnie Twój komentarz ze spamu!

  4. Wiesz, już dawno miałam to napisać: jesteś dla mnie mamą, kobietą, żoną, którą za wzór powinno się stawiać! z wielu powodów, ale o tym może kiedyś napiszę w @ :)

    1. Trudno mi odpisać, bo to, co napisałaś bardzo wiele dla mnie znaczy, ale równocześnie mam świadomość, że jest wiele mam takich, jak ja :)

  5. :( przykra historia za Wami, współczuję, ale podobno co nas nie zabije to wzocni?!
    Mnie też macierzyństwo zmieniło, do tego stopnia, że planuję w przyszłości zdobyć certyfikat doradcy laktacyjnego. Dobija mniue wiedza na temat kp po porodzie:( Ale widzę plusy, sporo osób w mojej okolicy szuka wsparcia w tym temacvie…uf.

    1. Doradca Laktacyjny nie jest łatwy do zrealizowania, bo to stopień, do którego potrzebne jest wykształcenie medyczne, ale jeśli tylko Ci się uda, to wiesz- klientów i chętnych do pomocy z pewnością Ci nie zabraknie! :)

  6. Widzę, że u Was tak jak u nas- ostatnie dni pod hasłem szpital:/ Przeplatane dziecięcymi spotkaniami towarzyskimi:) Doula, super! Pomoc drugiej kobiety w takich chwilach może być nieoceniona. Mi podczas porodu towarzyszyła cudowna położna ( i to przypadkiem mi się trafiła właśnie ona), dzięki niej i mężowi jakoś przetrwałam te 17 h;)

  7. Swietnie, ze idziesz w tym kierunku, moze nastepny porod wspolny?😉 ps. Mam nadzeje, ze Pola juz dobrze, i ze te kilka mcy szybko i bezproblemowo zleci, tzymam kciuki za zdrowko malutkiej i caluje Was bardzo!

  8. Pierwszy raz usłyszałam o Douli w zagranicznym programie w tv, poświęconemu porodom. Kompletnie nie miałam pojęcia o co chodzi. Z każdym kolejnym odcinkiem dowiadywałam się co oznacza to nieznane dla mnie słowo. Kobieta niesamowita, spokojna, wspierająca. Nigdy nie słyszałam wcześniej tego określenia, dopiero wtedy dowiedziałam się, że kobiety coraz częściej decydują się na porody domowe ale też szpitalne w towarzystwie Douli. Niesamowicie Cię podziwiam za to co chesz robić, ale wiem, że jako Kobieta z niesamowitym spokojem nadajesz się ideanie. I przyznam, że kilku znajomym Mamom już zdradziłam, że mam koleżankę, która pragnie zostać Doulą – nie wiedziały o co chodzi a ja mogłam pochwalić się mówiąc o jej zaletach. Trzymam kciuki za Twoje szkolenia! :*

  9. Wydaje mi się, że masz w sobie ogromny spokój, pasujesz mi jaki nikt do douli (na doulę, jak to się cholera odmienia(?)) Cieszę się, że z Polcią już dobrze, mnie przy zwykłym przeziębieniu serce się kraje, a co dopiero w momencie, kiedy dziecko znajduję się w szpitalu;-( Pozdrowionka!!

  10. Średnio… ;-)

    Doula, chusta rebozo… aż wujek google musiał mnie wesprzeć swoją wiedzą – tyle obcych i fachowych terminów u Ciebie na blogu. Miło będzie poczytać, dowiedzieć się czegoś nowego na ten temat.
    Mam nadzieję, że po urazie Polci nie ma już (prawie) śladu? :-)
    Pozdrawiam wiosennie. Ola Sz.

    1. Olu, sama jeszcze niedawno nie znałam tych słów :D A co do urazu, pęknięcie potylicy niestety potrzebuje dużo czasu, ale nie ma żadnych niepokojących objawów. Dziękuję!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s