Nie zawsze jest łatwo

Często zastanawiam się, czy pisać o swoim dziecku, czy chcę mówić publicznie o jej prywatnych sprawach, skoro i tak pokazuję już tyle jej zdjęć, co oczywiście pewnie będzie mi miała za złe ;) Dzięki pisaniu porządkuję jednak wiele  spraw, więc i dziś będzie o rodzicielstwie.

Ile razy wstydziliście się za to, że Wasze dziecko jest takie, a nie inne? Nigdy? Fajnie by było.
Wstydzimy się, że jeszcze nie odpieluchowaliśmy, że nie karmimy piersią, że dziecko jest chorowite, płaczliwe, że nie zasypia samo, że nie lubi obcych ludzi, że nie lubi skakać w kałużach, nie lubi rysować (a my byśmy chcieli!), że nie umie jeszcze czytać, a idzie już do pierwszej klasy, że nie zdało matury, chociaż się starało…. Wstydzimy się, za rzeczy, które jedynie w niewielkim stopniu zależą od nas i które, PRZEDE WSZYSTKIM, nie są złe.

Może nawet nie nazywamy tego wstydem, ale jednak, trudny dla nas temat skrzętnie omijamy w rozmowach, zmieniamy wątek, czasem coś tam w ukryciu przeczytamy, niby od niechcenia, podejmiemy kilka prób, które jeszcze bardziej nas dobiją. Na co dzień o tym nie myślimy, bo mamy w nosie, co inni o nas sądzą, ale potem przychodzi słabszy dzień, ktoś bliski wbije nam grubą igłę w serducho i zaczynamy myśleś, co robimy źle, że akurat z naszym dzieckiem coś nie działa według scenariusza.

Polcia wpada w częste histerie. Takie, wiecie, jak z Superniani. Dwa razy na godzinę pada histerycznie na ziemię, wierzga nogami i krzyczy i piszczy do utraty tchu. Nie ma z nią wtedy kontaktu, nie da się jej bezpiecznie utrzymać, trzeba przeczekać, a na końcu ona sama przyjdzie się przytulić. Oboje jesteśmy jej rodzicami i oboje wspólnie ustaliliśmy, jak się zachowujemy w takich sytuacjach, zastanawialiśmy się nad najlepszymi rozwiązaniami i mniej więcej wiemy, jak sobie poradzić. I nas jednak nie ominęło kilka dobrych rad spod hasła: „Rozpieściliście dziecko, to z pewnością przez to noszenie w chuście, na zbyt wiele jej pozwalacie, dziecku nie można pozwalać  płakać, trzeba je postraszyć, bo za kilka lat będzie nie do opanowania”. Zrobiło mi się przykro, gdy to usłyszałam, bo wiem, że jej wrażliwość i reakcje nie mają nic wspólnego z naszym wychowaniem, ale nie jestem uparta, pomyślałam, że się nad tym zastanowię, bo może nie mam racji.

No i nie bezpośrednio, ale poczułam to uczucie wstydu, że moje dziecko jest gorsze, bo nie jest grzecznym aniołem, który nie płacze i nie protestuje. Że nie da się wychować. No cóż. Szybko mi minęło :) Przez ostatnie kilka dni upewniłam się, że wszystko robimy dobrze, że nie ma w tych histeriach naszej winy- będziemy razem pracować nad ich złagodzeniem, nad wyeliminowaniem czynników, które ją prowokują, ale ja nie mam zamiaru się wstydzić, że Polka jest inna, bo to nie jest coś złego. Niech sobie płacze. To tylko przykład.

I nie tłumaczę się z niczego, lecz tym przykładem chcę podpowiedzieć każdemu z Was- nie wstydźcie się, że Wasze dziecko:

– jeszcze nie mówi, a rówieśnicy już tak
– płacze więcej, niż inne dzieci
– nienawidzi jeździć w foteliku samochodowym
– nie jest typem, który wchłania całe domowe menu
– nadal nosi pieluszkę
– nie lubi się bawić z innymi dziećmi
– nie lubi chodzić do przedszkola, więc je wypisaliście
– zasypia trzymając Cię za rękę, a ma JUŻ trzy lata….

To wszystko jest presją społeczeństwa. Nie jesteś niekompetentnym rodzicem. Jeśli coś Cię uwiera, upewnij się, że możesz i chcesz to zmienić, skonsultuj to ze specjalistą, porozmawiaj z małżonkiem, z kimś doświadczonym z rodziny, nie próbuj na siłę i przede wszystkim, nie wstydź się, bo Twoje dziecko jest wyjątkowym człowiekiem, dokładnie takim, jakie kochasz. No i hej, nie zawsze jest łatwo ;)

IMG_2385

Temat ciężki, więc dziś tylko jedno zdjęcie, powiedzmy, zapowiedź następnego wpisu, z pewnością dużo lżejszego.

Advertisements

40 thoughts on “Nie zawsze jest łatwo

  1. Moje dziecko ma 2 lata i nigdy się za nie nie wstydziłam. Nie dlatego, że jest „grzeczne”. Szanuję ją, jej granice, jej emocje, bo ona urodziła się z pewnymi kompetencjami jak każdy z nas. Stawiam jej granice gdy coś zagraża jej bezpieczeństwu ale daję jej wybór w wielu sytuacjach. Zależy mi by miała poczucie własnej wartości i swoje zdanie a nie by była cichym, karnym i posłusznym dzieckiem. Chcę wychować człowieka, który będzie miał swoje zasady i umiał bronić swoich granic a nie podążać z prądem. A ludzie dający dobre rady niech zajmą się swoim życiem.

    1. Joanno, fantastycznie, że tak uważasz i, wierz mi, i ja każdego dnia myślę o tym samym- do tej pory cieszyłam się, że moja córka jest żywiołowa i choć było to czasem trudne, nie miałam nigdy niczego dosyć, a dopiero słowa bliskiej osoby uświadomiły mi, że ja te słowa słyszę raz, jeden, i mogę to mieć w nosie, ale są mamy, których rodzice, teściowie, ciotki, mąż, przyjaciółki, niestety, często poddają w wątpliwość ich kompetencje do wychowania i przestają myśleć o dziecku samodzielnym i wolnym, a w ich głowie rodzi się myśl: „A może faktycznie trochę twardego wychowania nie zaszkodzi?”.

  2. Śliczny post, dający do myślenia. Ja to często się wstydzę, że źle wychowuję, że nie mam doświadczenia, przez co podkładam się i łatwo jest mi zwrócić uwagę. A niektórzy tylko czekają żeby komuś dogryźć, pokazać o ile oni są lepsi od nas, choć głównie im chodzi o dowartościowanie samych siebie. Muszę się stać gruboskórna i mniej podatna na wpływy. Tylko jak to zrobić?

    1. Trenować, trenować, trenować :) Myśleć czasem o sobie, ufać sobie, starać się być lepszym, uczyć, czytać- to daje wiarę w siebie.

      A co do innych osób- najgorzej, gdy ktoś krytykuje w dobrej wierze i naprawdę myśli, że Ci w tym pomaga- wtedy najłatwiej jest zwątpić.

  3. Też znam to uczucie. Tłumaczę sobie wtedy, że każdy ma jakieś wady i słabości, ja także, więc dziecko też je ma. Najgorsze są uwagi starszych pań. Mam nadzieję, że mój synek wyrośnie z niektórych swoich zachowań.

  4. Mądry post, taki temat bardzo u nas aktualny, nasz kochany Kubus skończył kilka dni temu roczek i wraz z tym ważnym wydarzeniem rozpoczął sie etap trudny dla nas – częste ataki histerii, w rożnych sytuacjach ale najczęściej w sytuacji kiedy zabierzemy krem który Kuba chętnie zjada, albo przebieramy pampersa a Kubus nie specjalnie ma na to ochotę.. Zawsze wtedy kiedy Kubie sie coś bardzo nie podoba. Kuba to typ wrażliwca oporny na zmiany, je, śpi codziennie o tych samych porach, a każda zmiana odbija sie na nim negatywnie. Do ok 8 miesięcy był bardzo towarzyski, zawsze uśmiechnięty, mało ruchliwy, potrafiący sie często długo sam bawić. Natomiast teraz nie radzi sobie w towarzystwie , dosłownie wisi na mnie i często buczy. Akceptuje to, nie wstydzę sie ale często zastanawiam sie jak pomoc mu przejsc w trudnych dla synka momentach. Czy ograniczać kontakt z innymi czy wręcz przeciwnie? I najwazniejsże jak postępować kiedy Kubus ma atak histerii? Będę wdzięczna za podpowiedź

    1. MOnia, czyżbyś pisała o mojej córce? ;) Naprawdę, mam ten sam typ- dziewczynkę radosną, roześmianą, bardzo pogodną, ale gdy coś jest nie tak, cała radość pryska i Polka wpada w skrajność. W towarzystwie dużej grupy dzieci była niemal od narodzin i też w pewnym momencie (w wieku ok. 14 miesięcy) coś się zmieniło i dużo hałasu i dzieci nie działają na nią dobrze- zbiegło sie to z póściem do żłobka i doszliśmy do wniosku, że w złobku ma tyle wrażeń i tłum, że gdzie indziej potrzebuje wyciszenia.

      Na „ropzłakanych” spotkaniach z innymi dziećmi daję jej zawsze dużo czasu na oswojenie się, wychodzę z nią na zewnątrz pomieszczenia, na dwór, czasem dam jakieś słodkie ciasteczko do zdjedzenia, bo wiem, że to poprawi jej humor… a po godzinie okazuje się, że Polcia wstaje, bierze do ręki jakąś książkę lub klocki i nagle! czuje się zupełnie swobodnie.

      Jeśli chodzi o porwania emocjonalne (czyli o paniczny płacz), pozwolę sobie podsunąć Ci dwa linki- nie ma sensu, żebym rozpisywała się, w jaki sposób postępujemy, bo tutaj zostało to najlepiej opisane. Dodam też, że uważnie pilnuję, żeby córka była wyspana… ja jestem typem, który nie musi spać zbyt wiele i dużo czasu minęło, zanim zrozumiałam, że ona MUSI- właśnię tę regularność, rytm.
      A linki (nie sugeruj się proszę Przewodnikiem Katolickim :D Byłam zdziwiona, że takie mądre słowa się tam znalazły ;))
      http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/porady/napady_zlosci_u_dzieci.html
      http://www.egodziecka.pl/Historia-histerii.html

      Pozdrawiam,
      Ali

  5. Co gotujecie? ;)
    Ja odpuściłam, bo nie warto, żeby ktoś zmuszał mnie do nakręcenia mojego dziecka na stabilny tryb rozwojowy – niech robi to po swojemu. Jakkolwiek to z boku wygląda – daje radę !:)
    Wy też dacie, a wszystko przyjdzie w swoim czasie.:))

    1. Polcia miesza paluchami w kaszy ;) Ja na ogół nie przejmuję się niczym, ale już komuś w komentarzu odpisałam, że są tacy ludzie, którzy cudze uwagi wezmą sobie do serca i będą działać wbrew sobie. To dla nich ten wpis :)

  6. My jesteśmy na etapie :”Mamuś, mamuś, mamuś” wciąż i na okrągło gdy jesteśmy razem. Jestem dumna z tej więzi, przez ‚życzliwych obserwatorów’ nazywanej rozpuszczeniem. Tak jestem dumna. Bo pomagam, bo tłumaczę, bo emocje są ważne, bo uczymy się je nazywać i próbujemy zapanować nad tymi negatywnymi. Nie na siłę bo wypada, bo co powiedzą inni, bo Pani dziecko jest niegrzeczne. Gdyby każdy rodzic, który walczy ze złym zachowaniem swojego dziecka, choć raz mógł wejść w skórę swojego malucha i poczuć jak to jest gdy małe drobne rzeczy tworzą naszą rzeczywistość. Gdy frustracja i złość wypełnia w całości gdy bucik nie chce się założyć, gdy ktoś wyrywa nam z rak naszą ukochaną zabawkę, gdy mamy coś ważnego do powiedzenia, a nikt nas nie słucha, gdy wszyscy wokół zajadają słodkości, a nam nie wolno bo są nie zdrowe (cokolwiek to oznacza, przecież są takie dobre). Dlaczego Mama na nas krzyczy? Dlaczego znów znika za drzwiami? Mam się wykrzyczeć, przemyśleć?. Mamo ale ja chciałem dobrze, dlaczego Ty nie chcesz mnie zrozumieć, tak wiele rzeczy jest jeszcze dla mnie trudnych…

    Piękny wpis. Pozdrawiamy!

  7. ooo tak ludzie potrafią nas doprowadzić do wstydu nawet tym swoim spojrzeniem wszystko mówiącym. Biorą pod lupę te powierzchowne rzeczy a nie faktyczny rozwój malucha Jedno jest takie inne siakie i tak było i będzie. A to na jakiego wyrośnie to nie tylko kwestia wychowania ale i otoczenia-środowiska tak wiec. Też nie uciszam dziecka jak płacze bo jesteśmy w sklepie. Ma prawo musi pokazać jakoś swoje emocje a że w taki a nie inny sposób… głowa do góry :) wstyd to kraść a i nie zawsze bo dziś takie czasy, ze chyba trezba by coś mieć ;)

  8. Wierzę, że poruszając takie tematy, trudne ciężkie zmieniamy coś…może ktoś przeczyta, zastanowi się, zmieni.. Wiesz, mam takie samo zdanie jak Ty. Nie wszystko jest idealnie a przyczyna zachowania może być zupełnie gdzie indziej. A tu wokoło nas rodziców, wciąż nas oceniają ikażdy jest ekspertem od cudzych dzieci. Nie wstydzę się swoich dzieci, postępuję zawsze zgodnie ze swoimi przekonaniami oraz sumieniem, nawet za cenę alienacji.

    1. Ja też nie zmienię swojego postępowania pod wpływem czyjegoś zdania, ale uświadomiłam sobie, że to mnie męczy, że jest mi przykro… a ile jest takich mam, które ustąpią i zrobią coś wbrew sobie, bo w siebie nie wierzą… to właśnie dla nich piszę.

  9. Ja ostatnio zastanawiałam się nad tym czy rodzimy się już z określonym charakterem i temperamentem czy nabywamy go z czasem. Bo jak wytłumaczyć histerie 8 miesięcznego dziecka. Moja córka kiedy skończyła 8 m-cy nauczyła się pokazywać rączką gdzie chce iść, co chce ze stołu itd. Na początku byłam bardzo dumna i wykonywałam wszystkie jej „polecenia” ,żeby zrozumiała, że to działa:) po miesiącu miałam w domu córkę-terrorystkę. Wystarczyło nie zrealizować jej życzenia, żeby przekonać się do czego jest zdolna:) Płacz, histeria, wyginanie…a co będzie później, jak będzie już starsza i mądrzejsza…boję się, ale po cichutku liczę, że z tego wyrośnie. I bądź tu matko mądra:)

    1. Często się nad tym zastanawiam- wydaje mi się, że rodzimy się z określonym temperamentem, ale od początku ktoś pomaga nam go kształtować, eksponować pewne cechy, ale wyciszać inne. Nie da się zmienić człowieka, ale można stworzyć sprzyjające warunki do tego, że będzie taki, a nie inny, częściej, ale nie zawsze. Tak myślę.

      A co do córki „terrorystki”- podejrzewam, że to kwestia tego, że weszła w wiek, w którym nauczyła się, że ma potrzeby i ktoś je może zrealizować, to nie terroryzm (choć doskonale znam ten straszliwy płacz). Pewnie gdyby nie historia z pokazywniem palcem, to co innego byłoby powodem do okazywania emocji. Minie z pewnością :*

  10. nie jestem wolna od takich myśli – czuję spinkę, gdy moja córka jest w towarzystwie innych dzieci, bo nie potrafi jeszcze koegzystować z bytami, które nie schodzą jej z drogi. głupie to, a ciężko się wyzbyć

  11. Przeczytałam rano, przemyślałam i jestem gotowa żeby napisać komentarz;) Próbowałam sobie przypomnieć sytuacje, o których piszesz i normalnie nic mi nie przychodzi do głowy. Może dlatego, że jestem typem człowieka tzw. racjonalizatorskim. Jak mi sąsiadka mówi, że jej córka robi na nocnik od 12 m to ja sobie myślę, że moja nie jest gotowa. Wolę, żeby sama mi dała wskazówki kiedy zacznie się ten etap. Był u nas moment, że sikała po wstaniu, ale minął. Mam takie podejście, że na wszystko jest czas i on kiedyś przyjdzie ( do 18 w pieluchy robic nie będzie). Znam wiele przypadkow przyspieszania roznych rzeczy, które odbiły się później i na dziecku i rodzicach czkawką. A dokładniej chodzi mi o jąkanie, zatwardzenia nawykowe, agresja itp. Moja też nie je wszystkiego, ale wychodzę z założenia, że skoro nie chce tego to widocznie jej organizm tego teraz nie potrzebuje itp itd.No kurcze chyba nigdy się za nią nie wstydziłam. A jak łomotnęła w głowę swojego półrocznego kolegę, który wyrwał jej z rąk zabawkę to chyba nawet byłam dumna.
    A co do napadów histerii, tu Lilka też teatralnie odbiega, rzuca się na podłogę, wyje, zerka na nas czy patrzymy. Już jest lepiej, czasami się jeszcze zdarza. Pomaga jedynie nie zwracanie uwagi.
    A z przebywaniem z innymi dziećmi też jest tak, że ten okres dopiero przyjdzie. Lila bardzo lubi dzieci natomiast nie umie jeszcze z nimi wspołdzialać. Oczywiście myślę, że ten etap jeszcze przyjdzie i jej egocentryzm trochę zmaleje.
    Teraz każdy kto przeczyta ten mój komentarz pewnie pomyśli. Eeee, po prostu ma tzw „łatwe” w obsłudze dziecko. Wcale, że nie! Lila często jest humorzasta, chodzi za mną w domu krok w krok. A w to już chyba nikt nie uwierzy. Ta dziewczynka, która wszystkich wkoło czaruje i zaczepia, robi popisówy jak tylko jesteśmy same siedzi u mnie na kolanach non stop. Siedzimy na dywanie, ona u mnie na kolanach, czytamy książki i robimy inne rzeczy. Ale musi siedzieć u mnie na kolanach. Czasem mnie to wkurza, ale sobie myślę, że to już ostatnie chwile kiedy ma mnie tylko dla siebie i wyciągam kolejną książkę…

    1. Bardzo wyczerpujący komentarz, i przy tym wszystkim myślę sobie, że jesteś z gatunku tych mam, które świadomie przemyślały swoje rodzicielstwo, które realizujesz na swoim gruncie, znając pewne pedagogiczne założenia itd. I Fantastyczie to opisujesz :) Okreslenie „wstydzić się za dziecko” ma wymiar prowokacyjny, bo przecież chodzi o to, że wstydzimy się bardziej SWOICH reakcji.

  12. Kurcze, a ja właśnie zawsze jestem dumna z tego, że Mikołaj jak w tej czy innej sferze inny, zawsze mi się przypomina mądre powiedzenie „śmiejecie się ze mnie, że jestem inny, a ja śmieję się z Was, że wszyscy jesteście tacy sami” i jak ktoś mówi, nie koniecznie zawsze do mnie, ale ja też jestem w kręgu, że moja córka/syn już nie chodzi ze smokiem to ja zawsze odpowiadam, że mój chodzi i to nie potrafi się nawet od niego uwolnić;-) a temat mówienia/nie mówienia przez dziecko to już wybitnie na mnie działa;-)) Może i nie cierpi jazdy w foteliku ( jest coraz lepiej mimo wszystko), ale dzięki temu, że jest tak „wesoło” w aucie moja kreatywność wzrasta z podróży na podróż;-) Chodzimy na te zajęcia piątkowe do Leniwca i Mikołaja wcale nie interesują dzieci, siedzi sobie po zajęciach z tymi wszystkimi książeczkami i mi się to nawet podoba, przyjdzie i czas na integracje, ale ja do tego tak właśnie ze zdrowym rozsądkiem podchodzę. I trzymamy się za ręce i tulimy ile się da, bo ten czas gdzieś ucieka przez palce. Jednak zawsze słyszę w tle mojego męża „a może to źle, tak nie powinno być, musimy coś z tym zrobić” nic nie musimy, kocham tego mojego Mikołaja takim jaki jest! a nad mężem pracuję intensywnie;-) Buziaki

    1. Czasami przychodzą gorsze dni i bierzesz więcej do siebie, słyszę wtedy o pieluszkach, o smoczku i niemówieniu, o kawie w ciąży raz w m-cu i drapię się po głowie z wyrzutem ale nigdzie mnie to nie zaprowadziło.
      Zazwyczaj mam gdzieś te uwagi, bo od zawsze stawiałam na intuicję i sprawdza się.
      A każda wizyta u lekarza, którą umawiałam, żeby zaspokoić innych albo zrzucić łatkę złej matki okazywała się zupełnie niepotrzebna.
      Nie wstydzę się zatem mojego dziecka, co najwyżej siebie czasem się wstydzę ;)

  13. Pięknie napisane :D zgadzam się w 100% Milan te ma ostry charakterek ;) i czasem się zastanawiam skąd biorą się u niego takie różne nie fajne zachowania bo nie widzi tego od nas nie chodzi też do przedszkola jeszcze. Ale prawda jest taka że ludziom patrzącym z boku może się wydawać ze jest rozpuszczony:( myślą ze pewnie rodzice sami sobie są winni….. bo pozwalają wchodzić sobie na głowę…… a to nie jest tak bo pracujemy na d tym żeby go dobrze wychować żeby wyeliminować pewne zachowania…..ale nie da się w 100% i pewnie doskonale wiesz o czym mówię :) Pozdrawiamy!

    1. Wiem, wiem. Między innymi o tym chciałam napisać :) W ogóle zagadnienie „rozpuszczenia” dziecka jest ciekawe. Co to tak naprawdę znaczy? :)

  14. Nienawidzę Superniani, ten program nie dość że odziera z prywatności małe dzieci to jeszcze wmawia rodzicom, że najlepsze metody to zgnoić dzieciaka, niech wie, gdzie jest jego miejsce. Brr.
    Co do histerii chyba jest mi łatwiej na nią patrzeć, bo byłam dzieckiem histerycznym i dokładnie pamiętam, co mnie do histerii doprowadzało. 1. charakter – takie a nie inne reakcje emocjonalne na brak kontroli nad otaczającą mnie rzeczywistością 2. Nieświadome i niezamierzone wzmacnianie moich reakcji przez rodzicielkę. Zazwyczaj takie reakcje wynikają z przesadnej ambicjonalności dziecka w połączeniu z jego nieporadnością. Ona patrzy na otaczający ją świat i nie może znieść tego, że jest taka mała, że tego nie może a tamtego nie wolno, że chciałaby umieć tyle co rodzice i starsze dzieci albo rówieśnicy, ale jej to nie wychodzi. Potrafiłam ryczeć przez dwie godziny bez przerwy tylko dlatego, że nie udało mi się pokolorować obrazka tak, jak chciałam. Moja mama ze mną walczyła, zamiast wyluzować.

    A co do wstydu – na szczęście to uczucie jest mi obce w kontekście umiejętności mego dziecka. Martwię się, że odstaje mową, to znaczy trafił mi się brzuchomówca. Ale wstydzić się? A co, to moja wina? Niby co takiego mogłam zrobić. Nie odpieluchowuję na siłę, co najwyżej oswajam z nocnikiem nie oczekując efektów. Nie zabieram smoczka, zrezygnuje gdy uzna to za stosowne. Schizy mnie dopadają jak każdą matkę od czasu do czasu, ale na szczęście rodzina mnie pacyfikuje i wszyscy na tym korzystamy. To nie rada, po prostu po Twoim wpisie wnioskuję, że robię dobrze wrzucając na luz. Tyle frustracji mnie omija! Nikt mi nie wbije szpili, bo go co najwyżej obśmieję za głupią uwagę i tyle. Może dlatego tak rzadko uwagi te słyszę? Mam na twarzy napisane „gadaj zdrów, zrobię co będę chciała” ? Wielkie dzięki za ten wpis. Czasami nabieram wątpliwości, czy robię dobrze, ale po tym co piszesz, wiem że tak :)

  15. U nas jeszcze torchę chyba sa wcześnie, żeby mówić o jakiś wstydliwych sytuacjach, chociaż jak sobie przemyślałam Twój wpis to kilka jednak się znalazło. Janek spotyka się z innymi dziećmi ale nie jest to każdego dnia. Zawsze jednak mam pewne obawy, że będzie płakał w innym miejscu niż dom, narobi rabanu w autobusie lub w sklepie lub na spotkaniu ze najomymi. Zawsze sobie to tłumaczyłam tym, że to tylko dziecko i ma prawo do płaczu jeżeli coś mu się nie podoba – w końca ja też bywam niezadowolona, więc absolutnie nie ma powodu do wstydu. Ostatnio jednak podczas spotkania z równieśnikami Mamy opowiadały, że ich dzieci już ładnie same siedzą, jedzą stałe pokarmy i nawet zaczynają raczkować. Wiem, że to nie żaden wyścig szczurów i każde dziecko ma swój czas dlatego się tym zupełnie nie przejełam, że J. giba się jeszcze podczas siedzenia,zjada papki, do raczkowania to ma jeszcze długą drogę i podczas tego spotkanie pierwszy raz zjadł chrupkę gdzie u innych jest to na porządku dziennym :D. Po powrocie do domu zaczęłam zastanawiać się nad tym, że poczułam się zawstydzona podczas tych opowieście i następnego dnia zakupiłam chrupki z którymi dobrze sobie radził podczas jedzenia ale też dałam jabłko w dużym kawałku, które gryzł a później nie potrafił połknąć i strasznie mi się zachłysnął kilka razy. Ze stresu po całej akcji się popłakałam i stwierdziłam, że nie jest absolutnym wstydem to, że rówieśnicy coś robią a on jeszcze nie. Stwierdziłam, że to mi jest wstyd za moje zachowanie, że chciałam udowodnić sobie, że moje dziecko nie jest gorsze do innych, że w ogóle mogłam tak postąpić i choć cały czas uważam, że każde dziecko ma swój czas na rozwój, źle mi z tym, że tak pomyślałam, że mogę się za nie wstydzić. Absolutnie tak nie jest!

    1. Sama się popłakałam przy Twoim komentarzu. Wiem, to głupie, ale wyobraziłam sobie, jak się czułaś i mam nadzieję, że będziemy mogły o tym porozmawiac osobiście. I jeszcze o jednym, trochę nie na temat- o zachłystywaniu, które jest czymś zupełnie normalnym i trzeba mieć mocne nerwy, żeby to wytrzymać, ale to nieważne. Dziękuję, że szczerze to wszystko napisałaś :*

  16. Oj Alicja Alicja… Ty jak nikt inny potrwafisz wpisać swoje posty w to, o czym aktualnie myślę, co mnie nurtuje… Ostatnio podobne refleksje mnie nachodzą…. zgadzam się z każdym Twoim słowem.

  17. kurde jak dla mnie to raczej sprawa „rozwojowa” , normalna i oczywista dla tego wieku/okresu. Niektórzy nazywają to „buntem dwulatka”, choć to bardzo naciągana nazwa. Dziecię w tym czasie uczy się frustracji, też musi je przeżywać, by uczyć się świata. Niektóre przeżywają je bardziej ( widziałam Tymka w akcji – szloch i lizanie podłogi w Pepco;) Przecież dziecko też musi odkrywać granice, czuć wściekłość i smutek, wkurzenie. Przecież to naturalne emocje, z tym, że my dorośli potrafimy już nad nimi panować(nie wszyscy jednak. A dzieci rezcz jasna nie. Dla mnie to normalne, że dziecko może wpaśc w dziki szał, bo nie może wcisnąć guziczka czy zdrapać naklejki (nasze przykłady). A im częściej się denerwuje tym szybciej się rozwija.
    A jak ostatnio widziałam w biedrze kobietę, która ze stydem ciągneła rozpłakane dziecko po podłodze, głośno powtarzając „ale mi wstyd, wszyscy na mnioe patrzą przez Ciebie”, to tak mi się zrobiło żal tego malca, że musi z taką matką żyć:( I niestety mamy sporo takich przypadków w społeczeństwie;/
    Tylko na tych blogach te matki takie w dechę;)

    1. Oczywiście. Tzn. czytałam go kiedyś, zanim jeszcze zaczęły się krzyki ;) I… mam tak samo :) Największym kłopotem jest dla mnie wysiłek fizyczny- przytrzymanie dziecka rzucającego się na mnie, wiszącego, robiącego sobie krzywdę… ale po mnie to spływa :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s