Mleko

Mama Franki poprosiła mnie kiedyś o wpis na temat długodystansowego karmienia piersią. To było kilka miesięcy temu, a już wtedy wydawało się, że to „długo”. Jest chwila przed północą, a ja właśnie skończyłam karmić moją córeczkę, wróciłam z sypialni, owinęłam się kocem i pomyślałam, że chcę Wam o tym opowiedzieć.

Kiedyś nie chciałam być mamą i nie chciałam karmić piersią, wydawało mi się to obrzydliwe. Tylko raz w życiu widziałam kobietę z mojej rodziny, karmiącą swoją córkę. Nigdy nie widywałam mam karmiących w kawiarniach, na dworze, w autobusie… a może je widziałam, ale zupełnie tego nie rejestrowałam? Nie miało to dla mnie znaczenia.

wb_6095843_1 wb_6095905_1 wb_6095922_1 wb_6096020_1

Nawet na początku ciąży budziło to we mnie niechęć, przecież wszędzie się mówi o niekarmieniu, o wolności wyboru, więc to chyba musi być dobre i normalne, nie karmić piersią, prawda? Trochę mi się wizja zmieniła, kiedy z wrodzonym sobie niedowierzaniem wertowałam broszurki Nivei, Medeli i całej reszty [kobiety w ciąży są zewsząd zalewane BROSZURKAMI, które są nieodłączną częścią ciąży, niemal tak pewną, jak obecność rozstępów]. Doszłam do wniosku, że wyuczę się tego wszystkiego, żeby potem nie mieć problemów z zapaleniem, którym już mnie solidnie wszyscy nastraszyli. Jak długo pokarmię? Pół roku. Tyle napisali w broszurce przecież. A potem będę mogła wypić tę wymarzoną butelkę Kindzmarauli. Przecież długie karmienie to wstyd. Kobiety w wieku mojej mamy ze wstydem opowiadają mi, że karmiły 1,5 roku, 2 lata, 3 lata… one się tego wstydziły!

A kiedy narodziła się córeczka… to było dla mnie tak oczywiste, jak oddychanie. Karmię ją. JA. Dlaczego ma pić jakiś proszek sztuczny, przecież to niepoważne, ta butelka na oddziale noworodkowym…. Zrodził się we mnie bunt, wraz z którym przyszła wiedza o laktacji, rozmowy z innymi kobietami, literatura, zwierzenia tych, które miały problemy, lub żadnych problemów, ale karmienie miały w nosie.

Dopiero wtedy zobaczyłam, jakim dramatem jest w Polsce podejście do naturalnego mleka mamy. Spójrzcie, jakie to dziwne, że całe społeczeństwo jest przekonane o tym, że 6 miesięcy to bardzo długo, a przecież to jest absolutne minimum, które wymogła na nas natura! Gdyby nie było mlek sztucznych, dziecko mogłoby nie przeżyć, nie karmione przez mamki. Przecież sama byłam tego częścią… ale o tym kiedy indziej.

Kiedy 16 czerwca 2012 roku urodziła się mała Polka, nie przypuszczałam, że moje piersi będa miały dla niej znaczenie jeszcze tak długo. Wiem, że dla wielu osób jestem ufoludkiem, szamanką, hipiską i ogólnie, jestem dziwna :) Ale co ja na to poradzę, że to się samo dzieje? Mleko nie zanika z dnia na dzień nikomu, a moje dziecko prosi o nie regularnie, więc wszystko się produkuje. Mogę przeciąć ten proces, ale sama nie wiem, po co miałabym to robić.

Znam (dopiero teraz) bardzo wiele kobiet, które karmią lub karmiły równie długo (moje dziewczyny z grupy BLW, dla Was szczególne pozdrowienia!) i na co dzień o tym nie myślę. Wśród naszych wieloletnich znajomych nie ma wielu dzieci, więc dla całej ekipy to też jest oczywiste, że karmię, bo chłopacy się nie znają i myślą, że to standard ;) Rodzina też się już przyzwyczaiła.

I jak to jest? Jest różnie. Miałam kilka miesięcy temu kryzys, miałam dość… minęło po kilku dniach. Przekonała mnie pani farmaceutka ;) Dziś karmię już tylko jedną piersią, już tylko w nocy, do snu, wczesnym porankiem i robię to z ogromną przyjemnością (przyznajcie się, też lubicie patrzeć, gdy Wasze dzieci JEDZĄ! ;))

Mleko u tak dużego dziecka nie gasi pragnienia, nie syci… ono jest rytuałem, który pozwala się wyciszyć. To nie ma nic wspólnego z karmieniem na żądanie noworodka. Możecie zostawić dziecko na noc z kimś innym. Nie musicie się obawiać małego terrorysty, szarpiącego za bluzkę przez cały dzień i odmawiającego innych posiłków: taki etap prawdopodobnie nadejdzie w którymś momencie, ale będzie tylko etapem, który trzeba przejść z cierpliwością, jak każdy inny moment rozwoju. Pamiętam, że było mi ciężko, gdy to trwało, ale stopniowo obie wypracowałyśmy schemat, który dziś jest fajny. Czasem wystarczy się wyżalić innej długodystansowej mamie, żeby poczuć się lepiej :)
U Was jest inaczej z długim karmieniem? Opowiedzcie swoją historię- ktoś, kto to czyta, chętnie przejrzy także komentarze. Nie jestem terrorystką, nie przeszkadza mi, gdy ktoś inny nie karmił w ogóle lub krócej, choć często jest mi przykro, gdy słyszę historie o mleku. Chętnie wesprę, opowiem, pomogę, ale każda z nas powinna decydować o tym sama i nie powinna nikim się przejmować.

Nie wiem, jak długo będę jeszcze karmić i nie myślę o tym codziennie. Ale czuję się zobowiązana do mówienia o tym, do polecania, propagowania, reklamowania… chociażby po to, żeby inne kobiety nie wstydziły się, gdy karmią dłużej, niż rok.

A w ramach uzupełnienia diety: Nasza córka je cały czas. Co chwilę. Bez przerwy. Mniam! Mniam! Mniam! :)

z_6095878_1 z_6095885_1 z_6095897_1

DZIĘKUJĘ OSOBIE, KTÓREJ MOGŁAM ZROBIĆ TE ZDJĘCIA!

Reklamy

69 thoughts on “Mleko

  1. Amen, siostro!
    Nasza mleczna droga trochę krótsza, bo 14 miesięcy, ale jeszcze trwa. I bardzo mnie to cieszy. Oprócz wszystkich pięknych aspektów, które wymieniłaś, dochodzą względy techniczno-praktyczne. Jak widziałam koleżankę przygotowującą mieszankę swojemu miesięcznemu synkowi, błogosławiłam wszechświat, że ja nie muszę. Parzyć butelek – brrrr, ile roboty. Gotować wody, studzić wody, odmierzać, mieszać, czekać, a przy tym słuchać coraz głośniejszego dopominania się o mleko już, teraz… Co prawda nieraz brał mnie nerw, gdy tuż po wyjściu z domu Manuszka wołała o swoje… Póki była pogoda,nie było problemu. Drżałam na myśl o jesieni/zimie. Na szczęście jest już na tyle duża, że na dworze chętnie zadowoli się przekąskami, i nie potrzebuje rozbierać mamy. Za dnia wcina głównie to co my, choć są dni, że nie ma na to ochoty, wtedy dostaje więcej mleka ode mnie. Cała jej jestem w nocy (są to głównie krótkie momenty, kiedy potrzebuje tej niepowtarzalnej bliskości) i zawsze przy zasypianiu. Nie odbiorę jej tej przyjemności również dlatego, że moje dziecko gardzi smoczkiem (mądrzejsza od mamy ;) ) i zabierając jej piersi nie miałabym czym jej zastąpić (bo oczywiste, że to smoczek jest „zastępnikiem” cycusia, a nie odwrotnie). I tak, będę dla niej tak długo, jak długo będzie tego potrzebować. I trochę dziwi mnie zdziwienie innych, że „jak to, tyle czasu” (bo przecież 2,3 latek ze smokiem/butelką to norma) i dziwi „nakaz” lekarza, że „to za długo, niech pani kończy”.

    1. Wszystko to, co piszesz o zdziwieniu, że tak długo, to wszechobecny pogląd, przeciwko któremu warto mieć grubą skórę. Ja pewnie nie będę czekać sama na odstawienie, podejrzewam, że skończy się na tym, że któregoś dnia do nocnych karmień też mi cierpliwości zabraknie, ale mam do tego naprawdę luźne podejście.

      Btw. Manuszka- fajowe zdrobnienie! :)

    2. Manuszka i Manula to moje ulubione ;)
      W nocy preferujemy samoobsługę, i jeśli Manula nie wtrynia mi się zadkiem w szyję to pewnie wtedy dobiera się do mlekomatu… Tak naprawdę było wiele nocy podczas których nie wiem, czy coś ssała czy nie… albo takie, że się przebudzam a ona ssie… Generalnie coraz mniej doi po nocach i coraz mniej siusia 8)

  2. Dziękuję za ten wpis. Zawsze byłam ciekawa, chciałam poczytać, więcej się od Ciebie dowiedzieć. Bo cholera większość mam długodystansowych w karmieniu, które znam osobiście to właśnie szamanki ;) TY jesteś NORMALNA, chociaż „nieosobista” :)
    Zawsze zamartwiałam się końcówką karmienia, jak odstawić i czy odstawiać na szczęście Franka zadecydowała za mnie, po 7 miesiącach tak zafascynowała się nowościami w diecie, że do piersi nie zaglądała, ale nasz rytuał poranków wspólnych, przytulańców w łóżku przy butli z kaszką, którą trzymać muszę ja to pewnie takie cycko- zastępstwo :)

    1. Ależ miłe słowa! Wiem, że się będziesz smiać, ale w szczególności te, że jestem normalna ;)

      A co do odstawienia Franki- chyba takiego rozwiązania mogę zazdrościć, że to dziecko sam decyduje, bez stresu i tego, że to ja odmawiam często. No, ale co tam.

      A tak z innej beczki, wczoraj wieczorem jeszcze na szybko zajrzałam i pięęęęękny wpis popełniłaś :))

  3. Nie wiem jak by to było gdybym i ja karmiła, ale faktycznie jest coś takiego, że dziewczyny od razu stawiają sobie granicę 6miesięcy po czym czesto ten czas mija a one karmią dalej. No i fajnie :) kiedyś to było też dla mnie dziwne, nawet wstydziłam się spojrzeć na kobietę karmiącą piersią bo sądziłam, ze ona może się czuć skrępowawana. Teraz nawet mimo woli chętnie zerkam i się zachwycam i sądzę, że nie ma w tym nic złego ani dziwnego. Podziwiam każdą kobięte, której się chce się karmić swoje dziecko bo niestety wiele rezygnuje z wygody i tez zdarzyło mi się też usłyszeć, że karmić dwulatka to wstyd.

    1. Ja eż chętnie zerkam i się przyglądam, ale to chyba wynika z tego, że lubię patreć, gdy dziecko je ; ) A co do wstyuu- no włanie. Dwa latat temu sama bym too mówiła.

  4. Mój synek też 2012 tylko z lutego i przestawał stopniowo ssać aż pozostało nam jedno nocne karmienie ( śpimy razem) przestał jeść moje mleko po ok. Szesnastu miesiącach i do dziś bardzo mi szkoda, że tak krótko. W związku z tym nie karmię go w nocy niczym, jak się obudzi to dostaje wodę – wszyscy wokoło zdziwieni, jak to nie dajesz mu mieszanki w nocy ? Co on je w nocy? Nic. Skoro zrezygnował z mleka z piersi to nie chce jeść! Proste. Lubię takie podejście jak Twoje. Uśmiechy wysyłam.

    1. Mifufu, dziękuję, że do mnie zajrzałaś. Hafija już mi o Tobie wspominała, a mi wciąż czasu brak, by ogarnąć wszystkie blogi. 16 miesięcy to nie jest krótko, a jego odstawienie to w moich oczach właśnie taki najbardziej naturalny proces- przestał SAM. Czad!

  5. O, kochana, zagrałaś na emocjach matce, która 5 dni temu przestała karmić i ciągle ma mleko w piersiach.
    Wiesz, jak czytam ten wpis, to miałam dokładnie takie same podejście. W ciąży myślałam sobie tak, no jak będę miała mleko no to (trudno) będę karmić. Nie było we mnie żadnego entuzjazmu. A nawet się wstydziłam. Przed porodem kupiłam nawet laktator. D. do mnie” A po co Ci laktator?”. A bo nie wybrażam sobie publicznego karmienia piersią. I tym laktatorem miałam niby odciągać w domu i dawać lilce mleko w butelce Strasznie mnie widok karmiących peszył.Po porodzie mi się mocno zmieniło. Przez cały okres karmienia piersią (czyli 15,5m) nie byłam matką karmiącą na łąwce w parku z podciągniętą bluzką. Od początku karmiłam w miejscach mało dostępnych, prawie zawsze z szalikiem przerzuconym przez pierś. Jest to dla mnie zbyt intymna sytuacja.
    A co czuję teraz? Trochę smutek, że pewien etap się zakończył. Ale ja lubię nowości i już teraz inaczej patrzę na naszą relację. Jestem pełna optymizmu! Miałam karmić do roku, ale nocki tak dały mi w kość, że musiałam. I tak mam wyrzuty sumienia z tego powodu, że jeszcze może bym mogła… Dobrze, że już wcześniej się do tego przygotowywałam zarówno siebie jaki i Lilę i nie była to pochopna decyzja. Całe szczęście, że Lila mnie nie prosi o „ćića”, bo moje serce by rozpadło się na milion kawałków. Jak miałabym jej mówić „Nie ma mleczka”, jak wiem, że jest i to bardzo dużo (i do tego boli). Ehhh, teraz tak patrzę i widzę , że Lila rzeczywiście byłą na to gotowa… Dobrze, że tak świetnie ją znam i wyczułam dobry moment. Jak będę gotowa napiszę o tym wszystkim wpis. Na razie jeszcze targają mną zbyt skrajne emocje.

    Ps. Piękne zdjęcia. Ja nigdy bym się nie odważyła być modelką w takiej sesji.

    1. An. Ja od kilku dni trzymałam za Ciebie kciuki, bo wiem, co to za decyzja, i jak długo się zastanawiałaś! :) W pewnych kwestiach mogłybyśmy podać sobie ręce i bardzo się cieszę, że miałam szansę poznać Cię blogowo. Mam nadzieję, że uda nam się kiedyś również na żywo spotkać (konferencja w lutym?).

      Co do intymności- gdy przeglądam to, co piszesz, mam wrażenie, że cenisz sobie dyskrecję i właśnie taki model karmienia bardzo mi do tego pasuje :) Najważniejsze, że przez te kilkanaście miesięcy TY się w tym odnalazłaś! :)

      Mam nadzieję, że ból będzie Ci stopniowo ustępował. I prosze się nie rozklejać! :)) To tylko mleko ;)

    2. Tak, dokładnie. Byłam nawet przekonana, że nie mam ani jednego zdjęcia jak karmie Lile. Ale ostatnio na telefonie męża odkryłam 2, ale zakryta jestem pod szyje. hehe
      Bardzo żałuję, ale nie dostałam zaproszenia na tę konferencję. Ehhh. No trudno. Chyba, że masz chęć na kawę po, to bardzo chętnie.
      Pozdrowienia
      p.s. z moim humorem zdecydowanie lepiej, czuję, że to był dobry moment.

    3. Nie dostałaś? Oooo, następnym razem dopilnuję, żeby i do Ciebie cos dotarło! A na kawę niestety nie ma szans :( Spotkania konferencyjne ciągną się do późnego wieczora, a w niedzielę rano musimy już wracać do Poznania :(

  6. Pięknie napisane, zgadzam się w 100%! Moja mleczna droga jest bardzo podobna, karmię już 9 m-cy i przeszłam już kryzys. To było niedawno i postanowiłam podać mm, niestety moja córka chyba nie umie tego trawić bo kończyło się na wielkiej, zielonej k…Po za tym to wyparzanie, wyczekiwanie odpowiedniej temp wody itd Nadal karmię i moja córka jest z tego powodu b. szczęśliwa. Zobaczymy co bedzie dalej..Pozdrawiam http://mroznytrojwymiar.blogspot.com/

  7. Piękny wpis, piękne zdjęcia! Jeszcze dwa, trzy miesiące temu żyłam w przekonaniu, że karmienie, a raczej, krótki czas podczas którego karmiłam ( 8 miesięcy) to moja życiowa porażka, a na pewno największa porażka dotychczasowej macierzyńskiej przygody. Teraz już jestem wyleczona z tego przekonania, ale trwało to naprawdę długo i potrzebowałam dużego wsparcia żeby pozbyć się tej obsesyjnej myśli. Byłam bojowo nastawiona, że będę karmiła, było to dla mnie naturalne i byłam przekonana, że będzie idealnie, ale jak się później okazało mimo przeczytanych broszurek miałam małą wiedzę na ten temat. Nadszedł pewnego dnia kryzys, miałam złych doradców dookoła siebie i podałam mm, to był największy błąd jaki zrobiłam. Nie miałam żadnego wsparcia wokół mnie, Mama przekonywała mnie, że po prostu mam to po Niej, że nie mam pokarmu i tyle! Żebym odpuściła, że się zadręczę, mimo, że ją kocham nad życie to byłam okrutnie na Nią zła, takiego wsparcia nie potrzebowałam. Siedziałam z laktatorem w łazience, zaryczana, w tle ryczący, głodny Mikołaj, a ja odciągałam to mleko i zerkałam na krople, których było jak na lekarstwo. Kiedy dzwoniła Siostra czy Mama to kończyłam szybko rozmowę żeby broń Boże któraś nie zapytała ile odciągnęłam, jak mi idzie karmienie. Dodatkowo pod koniec karmienia zbuntował się sam odbiorca mleka, wiedział, że z butelki poleci więcej i przy każdej próbie przystawienia wyginał się, płakał, a moja frustracja nie znała granic. W końcu już ostatnie dni tylko odciągałam i nie mogłam przestać, wstawałam w nocy po kilka razy, w dzień jak Mikołaj zasypiał też tylko siedziałam i odciągałam to mleko, aż w końcu odpuściłam, bo byłam kłębkiem nerwów. Wiem, że wszystko siedziało w mojej głowie, byłam zablokowana. Gdybym wcześniej trafiła na pewne osoby moja przygoda z KP wyglądałaby zupełnie inaczej, dziś też wiem, że mama nie zawsze ma rację, ale jestem świadoma tego, że nie wynikało to z Jej złej woli, a z niewiedzy i z treści jakie ktoś kiedyś jej przekazywał. Teraz kiedy myślę sobie o drugim dziecku to od razu przychodzi mi na myśl karmienie piersią, na ten moment czekam jak na największą przyjemność, robi mi się cieplej kiedy o tym myślę. Wierzę, że tym razem na pewno mi się uda. To taki skrót mojej przygody, bo historia jest długa. ps. nigdy jeszcze się tak na forum nie uzewnętrzniłam, od jakiegoś czasu mam posta w roboczych na ten temat, ale brak mi ciągle odwagi i chyba to jeszcze nie ten moment.

    1. Szkoda, że nie znałam Cię wcześniej, bo wybiłabym Ci z głowy ten brak wiary i smutek! :) Żadne mleko nie jest warte łez Twoich i dziecka, wstydu przed rodziną. Cudowne jest to, co napisałaś o Twojej mamie- w ten sposób myślę, że dojrzewa Wasza relacja matki i córki- zaufanie, miłość, ale i swój kawałek podłogi. No i proszę Cię… 8 miesięcy! W tym kraju to szmat czasu, a i moim zdaniem to naprawdę fajny czas.

      Dobrze, że sobie tego już nie wyrzucasz :*

  8. A ja przeczytałam i zrobiło mi się najzwyczajniej przykro, bo jestem „niepoważna” i podawałam dziecku ” jakiś proszek sztuczny…” i co chwila wraca do mnie piętno niekarmiącej matki, z każdej strony słyszę, że ze mnie kiepska niekarmiąca matka i mam już naprawdę tego serdecznie dość.

    1. Donia, ja w pewnym momencie podjęłam taki wybór, a Ty inny. I to nie jest piętno. Ja tez nie raz słyszę, że robię coś źle, mnóstwo dobrych porad, opinii. Moje karmienie piersią długodystansowe też nie jest mile widziane. Trzeba mieć po prostu w nosie innych ludzi.

  9. Witam! Pięknie o tym piszesz i zazdroszczę Ci tego cudownego kontaktu z dzieckiem. A że ludzie dziwnie patrzą, gadają, olać ich i tak zawsze będą gadać… Ja niestety nie mogłąm karmić i mam poczucie, że przez to zostało mi coś z macierzyństwa odebrane. Niedawno nawet pisałam u siebie na blogu o Terrorze laktacyjnym, który mnie spotkał i przez co ciężko mi było zaakceptować siebie w roli mamy. Aż się łezka w oku zakręciła, jak czytałam Twój tekst. Oj będę tu zaglądać… Pozdrawiam

    1. A mi jest miło Cię poznać, biegnę pod nowy adres, by przeczytac chociaz trochę i… niedoczekanie, jeśli ktoś kogoś piętnuje. Nie mogłaś, to nie i nikomu nic do tego. Przecież miłość do dziecka i macierzyństwo nie są mierzone żadną miarą :*

  10. Uśmiecham się, kiedy czytam takie teksty… Z rozczulającym wspomnieniem (synek z kwietnia 2012), przestałam karmić cztery miesiące temu, po tym, jak karmiłam go dwa razy w ciągu doby już tylko jedną piersią, tak jak Ty. Przyszedł po prostu nasz czas na koniec karmienia, ale wspominam ten cały okres jako wspaniałe doświadczenie. Pozdrawiam, będę do Ciebie zaglądać częściej.

  11. Ja chciałam karmić od początku, ale bałąm się, że nie dam rady – bo tyle się nasłuchałam o tym jak kobiety walczą o mleko, o poranionych sutkach, o zbyt małei ilości mleka itd itp…Udało się:) Karmimy sie do tej pory, czyli 2 lata z tycim okładem:) I u nas też mleko to rytuał mimo tego, że juz trochę ograniczony, bo ileż można tak niemalże całymi dniami, bo i tak Hanka potrafiła… Teraz jako zamiennik dostaje mleko roślinne i rozumie to, że w danej chwili nie dostanie piersi. Wiesz co wtedy robi? Przytula się do piersi i mówi, że mleko tuli:D Rozbrajające to jest:) Teraz kiedy jestem w ciąży czasem podolewają mnie sutki od karmienia. Muszę ograniczać i Hania też to rozumie, całuje wtedy piersi, głaszcze je mówiąc, że ‚bolą pliesi’ :)

    Nie wiem czy uda się karmić aż do rozwiązania. Z jednej strony byłoby to dobre, bo nie musiałąbym przechodzić raz jeszcze przez poranione sutki. Z drugiej strony może takie rozstanie z piersią byłoby dla Hani lepsze? A może będę karmiła i jedo i drugie? Czas pokaże:D Teraz dopiero będę dziwolągiem:D

    1. Przypomniałaś mi, że muszę zacząć więcej mleka roślinnego do domu sprowadzać! ;) I… nie mogę się doczekać, kiedy Polcia będzie tak mówić :)

    2. Owsiane- paskuda :D Dziewczyny mówią, że kokosowe jest pyszne, muszę i ja spróbować. A z kupnych, ryżowe z rossmana, Pola wchłania cały litr w 2-3 dni :)

    3. Ryżowe zwykłe czy waniliowe? Miałam to zwykłe i jej nie smakowało, mi owsiane podeszło :P
      Kokosowego jeszcze nie robiłam ani nie piłam, ale przypomniałaś mi, że muszę spróbować, bo też samo dobro słyszałam.
      W czym Pola je wcina, czy tylko pije? Manuszka do picia wodę i wodę i jakoś gardzi innymi smakami, chyba, że jest to mleko z kawą, pierwsza leci :/

    4. Zwykłe niewaniliowe i raczej je tylko pije, ale nie widzę przeszkód, by je dodawać do innych rzeczy. A kawa? To się rozumiem samo przez się! :D Najlepsza dla małych dzieci :D

  12. Jako Służba Zdrowia wypowiem się na ten temat z punktu widzenia medycyny: wartości odżywcze z pokarmu matki dziecko potrzebuje do 8-9 m-ca życia. Potem należy zastępować je stopniowo innymi pokarmami stałymi. Układ pokarmowy dziecka z wiekiem przestraja się na przyjmowanie coraz bardziej skomplikowanych potraw. Potrafi już trawić aminokwasy złożone wraz z innymi substancjami odżywczymi i pokarm matki staje się zbędny. To, czym żywi się noworodek, nie potrzebuje już 2-latek.
    Co do rytuałów wyciszających dziecko to jest ich (na szczęście) wiele. Podobne zadanie spełnia np: czytanie dziecku bajki przed snem, śpiewanie kołysanek… itp.
    Mimo, że karmienie piersią uważam za konieczne z punktu widzenia malucha i bardzo korzystne dla młodej mamy to zdecydowanie preferuję UMIAR. :-) Na szczęście temat nie dotyczy mnie osobiście i jestem już na innym „biegunie” kobiecości więc nie muszę dywagować na ten temat. To indywidualna sprawa każdej mamy i jej dziecka i szanuję decyzje innych.
    P.S. Niestety, są sytuacje, gdy pokarm może zaniknąć z dnia na dzień…

    1. Z doświadczenia wiem, że szeroko pojęta Służba Zdrowia o karmieniu piersią wie tyle ile 20-30 lat temu tzn. „dopajaj glukozą” „po pół roku pokarm to woda”, Jakie są szkolenia z laktacji, jakie i KTO przekazuje na ten temat informacje – firmy mleczne na „N”?
      A medycyna idzie do przodu, WHO, AAP wyznaczają najnowsze i najlepsze standardy karmienia piersią – 6 mies minimum wyłącznego KP i potem dwa lata karmienia piersią lub dłużej jeżeli matka i dziecko tego chcą. W mleku mamy są komórki macierzyste, przeciwciała przez cały okres karmienia piersią a po dwóch latach ich stężenie zaczyna przypominać stężenie w siarze… matko boska jak czytam że do 8-9 miesiąca dziecko tylko potrzebuje to współczuję wszystkim młodym mamom które takie bzdury słyszą w gabinetach.

    2. Ola – nie reprezentujesz punktu widzenia służby zdrowia (i całe szczęście). Co więcej nie dysponujesz wiedzą, jaką personel medyczny dowolnego szczebla, mający kontakt z matkami i ich dziećmi, powinien się wykazywać. Szkoda.

  13. Ja karmiłam tylko dwa miesiące, ale to za sprawą różnych komplikacji. Ale przyznaję, że nie było to dla mnie koniecznością, świat mi się nie zawalił,gdy już wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Nie czuję się też przez to ani gorszą ani lepszą matką. :)

    1. Angelika, bardzo fajnie, że to napisałaś- bez tłumaczenia się i wyrzutów sumienia. Pewnie, że fajnie jest karmić długo, ale jeśli to nie działa, to dobrze jest podejść do tego bez spinania.

  14. Wspaniały wpis! Lekki i przyjemny. Ja produkuję mleko już prawie 10 miesięcy i czuję się do tego stworzona. Czuję, że to dopiero krótsza część tego pięknego maratonu:)

    A zdjęcia? Oj, piękne, dałabym tak sobie trzaskać foty, oj dała!

  15. Ja tak bardzo się starałam, ale zabrakło sił. Najbardziej boli piętnowanie, że nie karmię piersią. Zła matka. Nie chce tego co najlepsze. A ja naprawdę walczyłam, walczyłam, walczyłam. Zazdroszczę.

    1. Katjuszka, ja nie piętnuję i nie chcę tego robić. Przecież wiadomo, że ta, która o mleko walczył sama wie, przez co przeszła.

  16. Aż miło się czyta o mamach które zdecydowały się karmić swoje Maleństwa piersią:)Ja jestem mama 10 miesięcznego Dominisia i również karmię go piersią:)Gdy jeszcze byłam w ciąży od razu wiedziałam, że chcę swojego synka karmić piersią:)Początki były jednak bardzo ciężkie gdyż nie miałam wykształconych brodawek i mojemu synkowi było ciężko pić mleczko:(Do tego jeszcze nie odciągałam mleczka i dostałam zapalenia piersi:(Ale się nie poddałam i to wszystko przetrwałam:) Dziś Dominiś cmyka cysia w ciągu dnia tylko na drzemkę (je już dużo różnych rzeczy), a także wieczorem, żeby się wyciszyć (zawsze usypia mi na rękach i odkładam go do łóżeczka:). Mam jednak mały problem z Dominisiem bo budzi mi się co chwilę w nocy (co godzinę, dwie) płacząc i uspokaja się dopiero przy piersi. A ja po takiej nocy jestem cały dzień nieprzytomna:/ Mimo, że zjada kolacyjkę (najedzony powinien dłużej pospać) on się budzi. Nie chcę zrezygnować z karmienia, bo uwielbiam te chwile gdy Dominiuś przytula się do mnie i cmyka:) Mały Aniołeczek:) Monia nie chce, ani butelki-tylko mamusiny cyś:) Pozdrawiam wszystkie mamy

    1. Ha! :) Jego zachowanie jest całkowicie naturalne i popularne ;) Moje znajome mówią, że nie ma opcji- dopóki karmisz, dziecko raczej na pewno będzie się budzić w nocy ;)

  17. Karmisz długo – patrzą jak na pomyloną hipiskę. Nie karmisz – patrzą jak na wyrodną matkę. Słuchajmy własnej intuicji i szanujmy wybory innych. A w temacie karmienia piersią przeraża mnie mentalność polskich szpitali. Rodziłam dwa razy, w dwóch różnych placówkach. I za każdym razem na pierwszą noc dzieci były zabierane. Rano pani położna przynosiła syna z teksem, że mogę spróbować go przystawić, ale nie jest głodny, bo dopiero co jadł. Nikt nie zapytał, czy zgadzam się na karmienie synów mlekiem modyfikowanym. Nie miałam problemów z laktacją, leżałam dosłownie kilka metrów dalej. Dlaczego nie przynoszą głodnych dzieci matkom, tylko dają im butlę? Takie postępowanie na pewno nie przyczynia się do propagowania karmienia piersią. Skoro sama służba zdrowia woli dać mleko modyfikowane, to znaczy że jest co najmniej tak samo dobre jak naturalne :/

    1. Magdo, miałam dokładnie taką samą sytuację- moja córka nie mogła być ze mną i miałam wrażenie, że położne wręcz ścigają się ze mną, żeby jeszcze przed moim dowleczeniem się na oddział, zdażyć dziecko nakarmić… :(

    2. Na szczęście Manula była ze mną 24/24, więc nikt jej cichaczem karmić nie chciał, a o tym, że zaordynowano nam dokarmianie dowiedziałam się na wyjściu :D Całe szczęście, bo przez chwilę byłam gotowa uwierzyć w to, że jest głodna mimo ciągłego wiszenia na cysiu :/

    3. Byłoby gorzej, gdyby jednak dostała tą flaszkę.

      A, przy okazji, bo Wy tu mądre kobiety. Nasza mała sąsiadka z sali uspokajała się tylko przy cysiu, choć prawie nic nie leciało. Potem dużo płakała i mama się bała, że Alicja głodna. U mnie mleka było nadto, i – no nie wiem, głupio może jednak – zaproponowałam, że jej dam. Ale położne przyniosły jej mm i powiedziały, że mleko matki jest dobre tylko dla jej dziecka, a dla innych się nie nadaje. Serio, lepsze mm? Mała nim pogardziła i dalej głośno dopominała się cysia, mądra kobietka :)

    4. Serio tak powiedziały?! Chyba są niepoważne! Jesteś niesamowita, że to zaproponowałaś, bo to bardzo intymna sfera i oczywiście, że Twoje mleko byłoby dla niej równie zdrowe, co mleko jej mamy! Są na całym świecie i w Polsce banki mleka kobiecego, a to, jak słaby jest ich marketing tylko podkresla to, co napisałaś. Dziękuję, że to mówisz.

      A w sprawie mleka, zajrzyj koniecznie na https://www.facebook.com/KwartalnikLaktacyjny?fref=ts

      Mądre babki go tworzą, a i ode mnie się tam pewnie niebawem coś pojawi :)

    5. No właśnie zburzyły mi tym wizję banków mleka. Aż zaszłam z godzinę temu na stronę toruńskiego banku poszukać odpowiedzi. Było tylko, że ich jest przebadane itd. no a od obcej baby z ulicy to nie wiadomo co się dostanie.

      Ja dużo słyszałam od mojej mamy, że jak ze mną po porodzie w szpitalu była to był chłoptaś, co go matka porzuciła, i co chwilę były pytania, kto go nakarmi. Moja matuszka brała jak swoje, bo mleczna do potęgi a ja niejadek (wtedy tylko, niestety;) ) Dla mnie było oczywiste zaproponować, bo po co wylewać, Manuli nie brakło. Skłonna byłam oddać do flaszki lub bezpośrednio z „dystrybutora”, moje piersi wołały o każdą dodatkową parę małych usteczek ;)

      Kurczę blaszka, jednak człowiek się całe życie uczy. Nie narobiłam większych głupot przy Manuli, ale jednak trochę rzeczy jeszcze w szpitalnej rzeczywistości bym teraz zmieniła. Całe szczęście, że są takie miejsca w sieci, od których mądrzeję :)

    6. Ja też się ciąglę uczę i dziś wiem, że wiele rzeczy, które tak naprawdę zależały ode mnie, mogłaby zrobić inaczej, lepiej, bezpieczniej… ale nie da się wszystkiego i kiedyś się tego trzeba nauczyć.

      Dzięki za Twoje komentarze. I za Twoją mamę, no :) Niesamowicie jest słyszeń o takie historie!

  18. Oczywiście, że potem należy wprowadzać dodatkowe pokarmy i dziecko ich potrzebuje. Nie tylko ze względu na wartości odżywcze, ale też na nowe smaki, konsystencje, w drugim półroczu życia dziecka pojawia się też ciekawość i otwartość na nowe pokarmy, chęć naśladowania – dziecko interesuje się tym, co jedzą rodzice i chcą brać to do buzi, jest też taki odruch, że to, co znajdzie się w rękach dziecka, brane jest do buzi. Ma też możliwość trawienia innych substancji odżywczych. To wszystko jest prawdą i z tego względu warto wtedy rozpoczynać wprowadzanie pokarmów stałych i urozmaicać dietę. Ale absolutnie nie znaczy to, że mleko matki traci wartości odżywcze oraz że karmienie późniejsze jest niepotrzebne. Jasne, ze może to być wola matki, kiedy chce zakończyć karmienie. I jasne, że noworodek potrzebuje czego innego niż dwulatek. Tylko właśnie mleko matki ma takie cudowne właściwości, że dla dziecka jest odżywcze przez cały okres karmienia i w czasie karmienia zmienia się jego skład. Tak, że ten noworodek w mleku dostaje rzeczywiście co innego, niż ten dwulatek, bo po prostu skład i właściwości mleka matki stają się trochę inne, są odpowiedzą na aktualne zapotrzebowanie dziecka. Ot, taki cud natury. I to jest aktualne stanowisko świata nauki, udokumentowane w badaniach i znajdujące odzwierciedlenie w zaleceniach wszystkich niemal organizacji, od WHO, poprzez UNICEF, ESPGHAN czy towarzystwa pediatryczne w różnych krajach: karmienie mlekiem matki co namniej 6 miesięcy, a potem wprowadzenie pokarmów stałych + najlepiej karmienie mlekiem matki do co najmniej 2 roku życia.
    Warto też pamiętać, że specjalistą od karmienia piersią nie jest pediatra, tylko doradca laktacyjny. I w razie jakichkolwiek problemów z brakiem pokarmu, w sytuacjach, gdy pokarm zanika, zmniejsza się jego ilość itd. warto się zapisać na taką konsultację. Zalecenia tych samych organizacji co wyżej mówią też o tym, że przed wprowadzeniem czegokolwiek do diety dziecka przed ukończeniem 6 miesiaca oraz w momencie, gdy matce coś się dzieje z laktacją, a nadal chce karmić piersią powinna się zgłosić do doradcy laktacyjnego – dobry doradca może będzie potrafił rozwiązać ten problem. Z laktacją można robić cuda, możliwe jest wzbudzenie laktacji u matek adopcyjnych, możliwa jest relaktacja, więc możliwe jest też poradzenie sobie z sytuacją, gdy „mleko zanika z dnia na dzień”. Tylko do tego trzeba wiedzy, wiary w siebie i dziecko oraz wsparcia, często zarówno psychicznego, jak i profesjonalnego. Bo niestety w dzisiejszych czasach karmienie nie jest często czymś, co ;przychodzi i działą instynktownie i to jest trochę smutne (ale to nie wina kobiet, tylko głównie marketingu firm produkujących mieszanki).

    Pozdrawiam matki karmiące i te nie karmiące też :)

  19. Oczywiście, że nie uzurpuję sobie prawa do tego, by moje zdanie było oficjalnym stanowiskiem służby zdrowia w sprawie karmienia piersią. Bez przesady i megalomanii! Moje stanowisko to mój pogląd, do którego mam prawo, podobnie jak osoby nie zgadzające się ze mną, których zdanie szanuję. Wspomniałam, że jestem służbą zdrowia, by powołać się na wiedzę, ktora została mi przekazana w trakcie mojej edukacji. Choć sama nie karmiłabym tak dużego dziecka, to wiem i akceptuję to, że inne Mamy postępują inaczej… I nie uważam, by te Mamy były hipiskami, ufoludami czy szamankami – to ich sprawa! Zastanawiam się tylko, czy tak długie karmienie dziecka nie jest bardziej potrzebne Mamom niż ich dzieciom…
    Emilio, dziękuję Ci za wyjaśnienie „cudu natury” dotyczącego mleka matki. W wolnej chwili zgłębię temat. Reprezentuję krańcowo inny dział medycyny i nie czułam potrzeby zdobywania informacji na ten temat… choć wiedzy nigdy za wiele. :-)
    W „zamierzchłych” czasach, gdy karmienie piersią dotyczyło mnie osobiście nie było doradców laktacyjnych. Ani moja wiedza ani doświadczenie innych kobiet nie uchroniło mnie od utraty pokarmu z dnia na dzień wskutek poważnego stresu. I choć znam przypadki, gdzie psychika wspierała laktację (np: wzbudzenie laktacji u kobiety 50-letniej, która w czasie wojny znalazła porzucone niemowlę) to potrafi ona także z dnia na dzień pozbawić kobietę pokarmu, niestety. Nasza psyche to potężna siła sprawcza i to też już nie podlega naukowej dyskusji choć nadal nie brak lekarzy, którzy nie traktują pacjenta holistycznie… No ale to zupełnie inny temat… Niestety to, co się dzieje na oddziałach położniczo-noworodkowych też pozostawia wiele do życzenia i powszechne jest traktowanie Matki i Dziecka takie, jak to opisała Magda. :-( I też uważam, że to naganne!

    1. Dziewczyny chyba już wystarczająco napisały na temat ;) A ja jednego jestem pewna- to z pewnością nie mi jest to karmienie potrzebne, bo ja mogłabym zrezygnowac z niego nawet dziś. I masz rację, w wyjątkowych warunkach można stracić pokarm z dnia na dzień, ale to są naprawdę bardzo wyraźne i trudne sytuacje- o czym z resztą sama wiesz; a nie wymówki, które ja tak często spotykam. Inna sprawa, że od nikogo nie wymagam tłumaczenia się, a bardzo często kobiety czują potrzebę tłumaczenia się z tego, dlaczego nie karmią, ale to już osobna, długa historia.

  20. Takie zdjęcia sprawiają, że zalewam się łzami!! Pewno dlatego że już się doczekać nie mogę kolejnego małego oseska w moich ramionach i przy mojej piersi :)

  21. Dziękuję za odwiedziny :)
    Wielka robota, rozmowa na ten temat. I nie napisałam wyżej: przepiękne zdjęcia, cudowne ( aż mi się trzeciego zachciałao, karmić, hormony, stop! Ciiiicho ;)

  22. Bardzo mi się podoba to co napisałaś. Ja karmię „dopiero” pół roku i ani mi się śni kończyć, choć bywają momenty, gdy mi się syn sam próbuje przeciwstawić, bo woli zjeść obiad niż mleko. Ale mam nadzieję, że to tylko chwilowa fascynacja nowymi pokarmami i że za szybko się sam nie odstawi. Pamiętam jak 3 miesiące temu trafiliśmy z synem do szpitala. Miał straszną biegunkę. Na izbie przyjęć lekarka powiedziała, że prawdopodobnie na jakiś czas będę musiała przestać karmić, więc lepiej w ogóle odpuścić i przejść na mleko modyfikowane. Ojciec mojego dziecka poklepał mnie po ramieniu i powiedział, żebym się nie przejmowała, bo przecież i tak już długo karmię (to były tylko 3 miesiące) i nie jestem pierwszą kobietą na świecie, która odstawiła dziecko. Rozryczałam się z marszu jak bóbr. Na szczęście lekarz prowadzący zdementował to co powiedziano mi na izbie przyjęć i jak najbardziej doradził naturalne karmienie, ale po prostu musiałam lekko zmodyfikować swoją własną dietę. Ufff. Laktacja uratowana!

    Czytając historie takie jak Twoja chcę karmić jak najdłużej i mam do tego więcej odwagi!

    1. Moniko, historie takie, jak TWOJA powinno się nagłaśniać! Właśnie dlatego jesteśmy takie wściekłe na służbę medyczną, nazwijmy to „średniego szczebla”. Pielęgniarki i lekarki mające bezpośredni kontakt z pacjentem mają braki w wiedzy nt. odżywiania dzieci, szerzą stereotypy, które były akturalne 30 lat temu i nikt nie dba o to, czy w jakikolwiek sposób odświeżają swoją wiedzę,

      Tak naprawdę to szczęście, że trafiłaś na lekarza, który odpowiednio poprowadził Waszą sprawę, bo gdyby skończyło się na kims, kto myślał podobnie, jak pierwsza kobieta, to pewnie już od dawna byś nie karmiła, święcie przekonana, że tak musiało być, no bo skąd miałabyś wiedzieć!

      Cieszę się, że jest inaczej, że tak pozytywnie do tego podchodzisz i, że Ci się chce! :)) A co do samoodstawienia- serio, to najlepsza opcja i niewykluczone, że nastąpi dużo szybciej, niż Ty planujesz! :)

  23. Ja też jeszcze karmię, już 18 miesięcy nam stuknęło. Mam jednak egzemplarz wyjątkowo zakochany w cycusiu. Sam sięga, domaga się, jak długo jesteśmy sami w domu preferuje mleko ponad wszystko inne i dopiero po opróżnieniu piersi jest skłonny spróbować czegokolwiek. Najwięcej innego pokarmu zjada na kolację, jedząc z tatą 2-3 razy więcej zupy czy czegokolwiek innego niż zjadł razem ze mną. W nocy, w zależności od potencjału wychodzenia zębów je 2-3 razy. Inne jedzenie ma mocno ograniczony asortyment. Bez jajek, mleka krowiego, cytrusów, orzechów, i co chwilę wysypuje go po czymś.Zostawiając go pod opieką cieszę się, że normalnie zjada prawie wszystko, tylko ja mam wtedy problem, bo 5h bez ssaka i mi nadal biust rozsadza. Tak rozbujaną mam laktację, że nadal bez wkładek laktacyjnych ani rusz. Cieszę się, że chociaż mogę już na brzuchu spać;-). Nie przeszkadzają nam osławione zęby, nocne budzenie, częstowanie się Janka w miejscach publicznych. Co jakiś czas tylko pozwalam w moim sercu zasiać wątpliwości, że za mało je innych rzeczy, że mój pokarm nie jest wystarczająco wartościowy dla niego, że on jest za chudy, za mały… Z tym mi trochę ciężko, bo nie ma nikogo blisko mnie, kto by długo karmił (jedynie siostra mamy, mojego chrześniaka karmiła 2 lata, bo ma okropne alergie, łącznie z astmą od 2 roku życia; i jeszcze przyjaciółka mojej teściowej, która również karmiła 2 lata, a mi serdecznie odradzała…). Dla świętego spokoju poję Jaśka tranem, pilnuję żeby chociaż mięsa trochę zjadał, i co kilka miesięcy sprawdzam morfologię i żelazo.
    ps. wysłałaś już zgłoszenie na warsztaty? Ja nadal się zastanawiam, czy jechać. I czy zabierasz Polę, jak będziesz jechała?

    1. Ooo, czyli głos z drugiej strony :) Historia zupełnie inna, niż moja i przyznam szczerze, że podziwiam Cię, bo ja wiem, że byłam już zmęczona piciem mleka w ciągu dnia i cieszę się, że zostało już tylko nocne karmienie. Odkąd Pola nie pije mleka w dzień zauważyłam tez ogromną różnicę, którą pewnie i Ty kiedyś zauważysz: dziecko je dużo więcej. DUŻO. Polcia naprawdę niewiele jadła, potrafiła się wyżywić jednym ziemniakiem na dobę, a teraz mam wrażenie, że jest cały czas głodna, je ciągle, ale tutaj znów na rękę jest mi, że nie ma żadnych alergii i ograniczeń.

      Wiem, że pewnie przydałoby Ci się wsparcie osobiste, ale ja trzymam za Ciebie kciuki, żebyście nadal mogli żyć własnym rytmem i niech się Janek odstawi, kiedy będzie tego chciał. Jego figura i waga, jeśli są pod Twoją (lub mądrego lekarza) kontrolą, niech również sobie żyją własnym rytmem. To, że chłopak, to nie oznacza od razu, że ma być wielki niedźwiedź :*

      A co do warsztatów- pytasz o Medelę? Bo jeśli tak, to ja będę, z całą rodziną :))

  24. Karmiłam 2 lata, mimo tylu nacisków, rad, dziwnych min, od rodziny, obcych ludzi, ale chyba najbardziej od lekarzy. Nie było mi ciężko, nie było to żadne poświęcenie jak się niektórym wydaje, jakaś hipisowska misja czy coś w tym stylu. Była to najbardziej naturalna rzecz pod słońcem. Moje dziecko było szczęśliwe i zdrowe, ja byłam szczęśliwą matką. Nie opierałam się na założonej wcześniej teorii, kieruję się tylko jedną prostą zasadą: słucham dziecka, jego potrzeb i podążam za nim. Bycie wiernym sobie czasem nie jest łatwe, zwłaszcza pod obstrzałem przeciwnych komentarzy, taka zawodowa outsiderka jak ja dała radę, ale wiem, że niektórym może być trudniej. Fajnie, ze napisałaś na ten temat, ja też się zbieram. Pozdrawiam:)

  25. Piekne zdjecia!!! Ze tez my nie mamy zadnych „karmiacych”, eh… A nasza „droga mleczna” dobiegla niedawno konca i byla najpiekniejsza z drog, ktorymi do tej pory szlam:)

    1. Mamo, ja też nie mam ani jednego karmiącego zdjęcia i żal mi, że już się nie doczekam, bo już tylko w nocy karmię. Obiecałam to sobie nadrobić przy następnej możliwości.

  26. Piękne zdjęcia! <3
    Ja karmię Synka 20 miesięcy. Przez 18 miesięcy jadł tylko i wyłącznie moje mleko. Nie poza tym nie chciał. Proponowaliśmy ale nie naciskaliśmy. Od dwóch miesięcy jestem w ciąży i drastycznie zmniejszyła się ilość mleka w związku z czym Miłosz zaczął jeść inne rzeczy, bo po prostu potrzebował. Nadal karmię, na szczęście lekarz nie ma nic przeciwko. Jeśli wszystko z ciążą będzie dobrze i nie będę zmuszona do odstawienia chciałabym karmić dwójkę. Oczywiście mam kryzysy od czasu do czasu, jestem czasem zmęczona, nie przespałam jeszcze ani jednej nocy od porodu, ale jakoś da się do tego przyzwyczaić, a kryzysy po kilku dniach mijają. Chciałabym dzieci karmić tak długo jak same będą chciały. Wiem, że to najlepsze co mogę im dać więc nie chcę im tego zabierać. Zwłaszcza, że nawet długie kilkuletnie karmienie jest niczym w porównaniu z ilością lat które (daj Boże) będzie nam dane przeżyć :)
    Pozdrawiam gorąco! :*

    1. 18 miesięcy? Podziwiam Ciebie za spokój, bo ja, przy całej mojej wierze w mleko, odeszłabym już od zmysłów. Ale wiem, że skoro Miłosz tego nie potrzebował, to żadna siła by go nie przekonała do jedzenia innych rzeczy. No i gratuluję ciąży… tak prywatnie strasznie zazdroszczę ;)

  27. :-) Bardzo kobiecy wpis :-) nasze dziewczynki są rówieśniczkami, miesiąc temu postanowiłam odciąć nocne karmienia, bo nie śpimy już razem i bardzo mnie to męczyło. Karmię dalej rano i do drzemki, ale widzę, że to już koniec naszej mlecznej drogi…Cudowny czas!

    1. Marta, u nas trochę odwrotnie- nocne karmienia w ogóle mnie nie męczą, za to dzienne jedynie podnosiły mi ciśnienie i to ja je stopniowo odcinałam. Ale też już mi majaczy koniec, bo widzę, że mleko traci na znaczeniu.

  28. Jestem już dojrzałą mamą, choć mam trójeczkę małych dzieci,karmiłam każde naturalnie,najmłodszeego ponad półtora roku.. od roku nie karmię,a On nadal lubi do cycy się przytulić..Karmienie wspominam jako wyjątkowy i cudny czas, choć trudny i męczący😊
    Taka może moja natura, żal, że karmienie się skończyło mi pozostał😉
    Pozdrawiam i życzę wytrwałości w tym co wartościowe i piękne.

    1. Żal za karmieniem jest chyba normalny, bo często o nim słyszę, ale jakie to miłe, puścić dziecko spokojnie w świat :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s