BLW? Ta nazwa odstrasza.

Chodziło mi po głowie już od jakiegoś czasu, by o tym napisać. Nie lubimy tajemniczych skrótów i nazw, tym bardziej, jeśli sprawa dotyczy najnaturalniejszej czynności na świecie: jedzenia.

_MG_2853 _MG_2851
Dlatego robię, co mogę, by „niewtajemniczonym” osobom nie tłumaczyć, że Polcia je według zasad BLW, bo to brzmi, jakbyśmy ją conajmniej tresowali. Niefortunna ta nazwa, a polskie „Bobas Lubi Wybór” jest zbyt długie i też nic nikomu nie wyjaśnia. O wiele bardziej lubię mówić, że Pola je WSZYSTKO i NORMALNIE. Jakoś wtedy od razu każdy wie, co to znaczy i okazuje się, że jest to proceder społecznie akceptowany i całkiem popularny wśród młodych rodziców i ich dzieci.

WSZYSTKO? Podajemy jej także niektóre ostre potrawy do spróbowania. Nie jest ich wielką fanką, ale…. ona nie jest fanką niczego poza jogurtem naturalnym.
Nie dostaje słodyczy (czego nie potrafi zrozumieć nasza rodzina:)), raczej nie dostaje słoiczków, o ile ktoś ich nie kupi (a prezentu się nie marnuje), bo… po co? Żal mi na nie kasy, nie wiem, co w nich jest w składzie, nie wiem, jak je podać i co z nimi zrobić. Przecież ona je to, co my.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Babcia czasem ugotuje jarzynkę z królika, zmiksowaną tak, że najlepszy mikser by się nie powstydził- i to też dajemy Poli, no przecież bez przesady, ludzkie menu nie składa się z samych twardych kawałków.
Z czereśni wyciągamy pestki, owszem, ale jeśli ma ochotę na czereśnie, to nie będę ich ograniczać, bo „zaraz kolacja”. Rodzic niejadka cieszy się, że dziecko je cokolwiek.
Pola przede wszystkim pije mleko z piersi, w ogromnych ilościach. Próbowałam to ograniczyć, ale bywają dni, gdy na jedzenie nawet nie spojrzy, a przecież nie będę jej głodzić.

NORMALNIE? Często nie obieramy ze skórek, nie miksujemy, rozdrabniamy na kawałki to, co łatwiej jej chwycić. Polcia jada zazwyczaj w porze naszych posiłków, poza kolacją, która jej jej potrzebna do szczęścia :) Mała umie używać łyżkę i widelec sama!

Baby-led weaning to z ang. odstawianie od piersi kontrolowane przez dziecko. I staram się to sobie powtarzać bardzo często: To ona decyduje, kiedy zrezynuje z mleka.

_MG_2857 _MG_2855

I wiecie, co? Żadne podejście nie daje gwarancji, że maleństwo będzie jadło dużo, wszystko i z radością. To nieprawda. Pola nie lubi jeść. Próbuje wszystkiego i wypluwa, nie jest zainteresowana, nie lubi siedzieć w krzesełku przy stole, irytuje się, praktycznie nic nie zjada…. No i co mamy na to poradzić? Nic.

Rozmowy z innymi kobietami i lektura książki o jedzeniu dzieci dały mi poczucie spokoju, że dopóki jest mleko mamy, nie muszę się denerwować, że niejedzenie jest problemem. Przecież też byłam niejadkiem w dzieciństwie…. a teraz chętnie zrzuciłabym parę kilogramów.
A my mamy przede wszystkim poczucie spokoju, że proponujemy dzieciom jedzenie zdrowe, normalne, dobrze przyprawione, bez żadnych ceregieli…. i wcale nas to dużo nie kosztuje. Dzięki Poli w naszej kuchni pojawiły się z resztą rozmaite nowości kulinarne, których ona nawet nie tknęła, a my…. o mniam! mniam! mniam!

 

_MG_2858

 

 

Zdjęcia, oczywiście, nie na temat ;)

Reklamy

25 thoughts on “BLW? Ta nazwa odstrasza.

  1. O jak dzisiaj trafiony post w nasze klimaty :)
    zarówno weselne jak i żywieniowe :D

    Moja Pola miała moje mleczko do 16 miesiąca. I gdyby nie fakt, że ona zaczęła moje piersi traktować jako „usypiacze” to pewnie jeszcze by przy nich wisiała… niestety musiałam jej przyjemność tę odebrać… ale ona przyjęła to jak naturalną kolej rzeczy. Powiedziałam, że nie ma i więcej nie szukała.

    No ale nie powiem, że wtedy nie zaczął się inny problem, bo się zaczął… bo z jedzeniem czego innego było jej zupełnie nie po drodze… i mimo że je już od dawna to co my to je tego bardzo mało… i wszelkie sposoby zawodzą…

    może Pole tak po prostu mają?

    1. Trochę się martwię, że i u nas tak będzie, a przecież nie będę bez końca karmić jej moim mlekiem, choć na razie na szczęście nie gryzie, nie nadwyręża i ogólnie, nie wisi na mnie godzinami.

      Do tego nadmierna ruchliwość, wstręt do krzesełka jedzeniowego… a ja przecież nie będę za nią biegać z jedzeniem po całej kuchni. Eh. Z głodu nie padnie, ale szkoda mi, że nie ma przyjemności z jedzenia.

  2. Mój mężu rozwinął skrót BLW jako Bobas Lubi Wyrzucać :P Bo u nas na razie tak to w większości wygląda :) Maria się bawi, coś włoży do buzi, coś wypluje, ale zawsze coś tam spróbuje i pozna, mamy cycuchy ma na okrągło, najgorsze to to, że już ma pierwsze ząbki i czasem jak nie kwiknę z bólu… ;)
    A podejście „dziecko je to, co my” łączymy z „my jemy to, co dziecko” i dzięki Marysi już trzy razy jadłam kalafiora i dziś w końcu mi smakował, w co nie uwierzyłabym jeszcze rok temu ;)
    Zdjęcia jak zwykle urocze :)

  3. BLW – bobas lubi wyrzucać (i dokarmiać psa), to by się zgadzało. Słoiczkom także nie ufam, choć parę razy nam się zdarzyło je Jankowi dać. Gotuję mu, nie zawsze mu daję to co my jemy, bo ma alergię, ale często staram się gotować coś co możemy (z małymi modyfikacjami) jeść wszyscy. Najbardziej lubi rosół i teraz je dość ładnie, były juz takie 2 dni, że na obiad był rosół/pomidorowa, dzień z dwoma spacerami i dwoma drzemkami po spacerach, że cycki wieczorem aż bolały;-), ale czułam „wolność”, coś jak „a moze mogłabym juz gdzieś zniknąć na pół dnia”.
    Ale żeby nie było kolorowo, to powiem, że też się nie niepokoiłam niejedzeniem, ale za to zaniepokoiłam się baaaardzo małym przyrostem wagi od 6. do 9.miesiąca. Pediatra powiedziała coś jak „spoko luzik, sprytny chłopak jest, dużo się rusza, wysoki szczupły blondyn”, ale po miesiącu tuczenia i dalszego braku apetytu wybraliśmy się na ważenie kontrolne i wyłudziłam skierowanie na badanie krwi (i tak chciałam mu sprawdzic tsh, więc poszło za jednym razem) i wyszedł niedobór żelaza… Ja mam morfologię wzorcową, więc to nie tak że mi czegoś brakuje to i jemu. Gimnastyka z braniem żelaza jest niezła, ale młodemu wrócił apetyt. Nie mam bzika na punkcie tego ile je, i wcale mnie nie obchodzi, że jego stryjkowie w jego wieku zjadali po całym kubku gęstej jak kit zupy, ale pilnuję żeby jednak trochę zjadał.
    Ps. J próbuje jeść jak piesek, prosto z tacki, ewentualnie zupa przez słomkę, albo ja mu dam na łyżeczce. Sam łyżeczką się bawi, ale jedyna rzecz, która trafiła do buzi na łyżeczce, to ziemia z donicy z pomidorami;-), więc posługiwania się łyżkąi widelcem zazdraszczamy
    Pozdrawiam serdecznie

    1. Twój komentarz dał mi wiele do myślenia. Pola straciła swój nieogarnięty apetyt właściwie po marcowym rotawirusie, a ja nigdy nie sprawdziłam, że wszelkie wartości wróciły do normy. Do tego jest bardzo drobna, prawie w ogóle nie przybiera, nie ma wałeczków….Rozpisałaś się i bardzo Ci za to dziękuję :) Chyba czas na solidną wizytę u lekarza.

    2. Nasza Lila tez na blw. Idzie coraz lepiej, chociaż były tygodnie, ze nic nie zjadala. Szczegolnie bylo to widoczne podczas skokow rozpwjowych.
      Szczerze nienawidzi lyzeczki. To co da sie chwycić w łapke pakuje od razu do buzi. Kupiłam ostatnio sinlac- na sprobowanie i absolutnie jej nie smakuje… I do tego ta lyzeczka…
      Powoli wprowadzamy gluten (Lila ma 8,5 m). Od kilku dni zjada na kolacje wielka bule posmarowana masłem:) cudny widok.

    3. Oooo, no widzisz. A jest ogromna różnica między 8,9 miesięczniakiem, a rocznym dzieckiem… a zdaje się, że moja córka buły by całej nie zjadła ;)

    1. Nooo, czasem jestem aż tak normalna, że sama siebie przerażam, A zdrowy rozsądek? To chyba raczej stoicki spokój :)

  4. Czytam i zazdroszczę Ci tego cycka i niezazdroszczę. Franka jeść z piersi nie chciała od 7 m-ca, bo nowości kaszkowo- zupkowe ją zafascynowały.
    Napisz kiedyś pliiis, więcej o karmieniu piersią 12 m-cy +, może trafi mi się w prxyszłości dziecko z którym wspólnie przetrwamy… :)
    A co do żywienia Poli, najważniejsze, że zajada to co lubi najbardziej :)
    Pozdrawiam.

    1. Kiedyś napiszę. Na razie nie ma szans na odstawienie, bo Pola jest na to zupełnie niegotowa. Nie zachwyciła się jedzeniem, tak, jak Frania, ale z tego, co widzę, obie są wybredne ;) A całkiem fajnie się karmi takie duże dziecko, bo wiem, że, kiedy ona potrzebuje, to dostanie, to, co trzeba, ale równocześnie wiem, że mogę wyjść z domu i w tym czasie Pola nie padnie z głodu, bo coś innego zje w razie czego.

      No i widze, że nie tylko ja marzę o ponownym brzuszku :D

    2. Przyłączam się do klubu „chcę brzuszek”.

      My też się jeszcze karmimy mimo zębów i mam nadzieję że jeszcze trochę pokarmimy. Ostatnio Maria nie gryzie, albo to ja się przyzwyczaiłam, w każdym razie na nowo odkrywam radość z karmienia piersią. a jeszcze niedawno zakładałam minimum do pol roku, potem, że do pierwszego ząbka, teraz wiem, że takie planowanie nie ma sensu, przyjdzie czas rozstać się z piersią, top się rozstaniemy

      A tak w ogóle to czas tak szybko leci… Dopiero brzuszek, dopiero pol roku, a tu już prawie 8 miesięcy, zaraz stuknie roczek…

  5. Moja Kornelia jutro kończy 11 miesiecy i bez cycusia nie wyobraża sobie zycia, co Mnie powoli zaczyna martwić… :(
    Boję się też jej podawać to co jemy mu dorośli – panikara jestem okropniasta!!!
    papek nie daje oczywiscie, ale tak samej zajadać np. gorszek!? No way! :/

    Eh… Co robić…

    P.S. w nocy budzi się czasem kilka razy do cycka!? może juz sam cycuś na noc jej nie wystarcza? :(

    1. Kasiu, myślę, że cycuś naprawdę przestaje jej wystarczać. Jeśli mogę Ci coś poradzić, to: ODWAGI. Jeśli jedzenie, które jesz, jest zdrowe i Twoja córka nie ma stwierdzonych żadnych chorób przewlekłych i schorzeń, to jej brzuszek już jest gotowy do próbowania nowości. Przygotuj jej na noc kaszę jaglaną, owsiankę, ryż z jabłkiem i cynamonem- są to rzeczy lekkostrawne, ale być może ją na noc trochę nasycą.

      Dla niej grzebanie w jedzeniu, naszym, jest czystą przyjemnością, a ograniczanie diety do jabłka, marchewki i ziemniaka moze przynieść przede wszystkim jeden zły efekt- Twoja córka nie będzie lubiła żadnych nowości, a to chyba dosyć smutna opcja.

      Dawaj jej do spróbowania suszone owoce, rodzynki, mielone migdały, fasolkę szparagową, brokuły z sezamem- to wszystko jest bardzo zdrowe i bezpieczne :*

  6. Wiem, ze mam refleks, ale jednak sie wypowiem. Otoz odkad Matylda zaczela jesc stale pokarmy to jadla PRZEPIEKNIE! jadla wszystko co jej dalam i w ogrnych ilosciach. Nasza lekarka byla zdumiona jak pokazalam jej jakie porcje dzidzius zjada na raz. Do tego cyc whenever she needs i tak to jedzonko nie bylo dla nas problemem. Od jakiegos miesiaca Mati postanowila przejsc na diete. Olala jaglanke, ktorej na noc zjadala caly rondel(!) olala warzywa, owoce, olala wszystko! Na poczatku myslalam zeby. Potem ze upaly. Ale teraz robi sie dziwnie bo zebow nowych nie ma a leje od tygodnia. Wiaze to jeszcze z chodzeniem. Ale trudno w sumie stwierdzic. Dwie rzeczy, ktre lubi to kaszka manna z bananem i truskawkami oraz jajecznica. Jak na poczatku siedzenie w krzeselku bylo klawe bo wysoko, tak teraz jak je widzi to rzuca sie jakby ja do pradu podpiac, zje dwie lyzeczki i juz sie awanturuje, zeby ja wyciagnac. Nie wiem co dalej bedzie z ta dieta. Ale najlepsze jest to. Mati od poczatku byla mocno zwiazana z cycem, ssala czasem calymi nocami, i ogolnie kiedy jej pasowalo. Ostatnio zrobilo sie to dosyc keczace po podchodzila co pare minut podnoszac mi bluzke i biorac co jej. Za kolejnym ugryzieniem powiedzialam stop. Wlurzylam sie, poszlam sobie przemyslec sprawe. Wrocilam i powiedzialam: mloda damo, cycy polecialy papapapa do innego dzidziusia i juz NIE MA. Mati sie przytulila i tak siedziala pare minut i mialam wrazenie ze przemysliwuje na milion sposobow czy nie robie jej w konia:) i zaakceptowala ten fakt bez placzu( wczesniej za kazda odmowa, bo czasem trzeba odmowic byla histeria jakby ze skory ja obierac!) i za kazdym razem teraz jal przychodzi i szuka mowie to samo i jest ok. Ja jestem w szoku, bo bylam pewna, ze nie ogarnie tego i ze szykuje nam sie karmienie do 18. Narazie jest ok, dzisiaj karmilam ja raz, bo wylewalo mi sie uszami, i usnela bez cyca za to w wozku. W nocy jeszcze jej dam troche dla swojej wygody no i dla oproznienia, ale ogolnie konczymy te przygode, ku mojej uciesze, bo o ile jestem bardzo za i inaczej sobie nie wyobrazal o tyle mam serdecznir dosc juz ciaglego bolu i calej reszty pzyjemnosci. Takze polecam prawdziwa meska rozmowe. A pomysl ten zdaje sie wyszedl oczywiscie od Hafiji o ile sie nie myle:)

  7. Kurcze temat na tapecie i u nas…
    Mam ogromny problem z karmieniem Sary. Z mojej winy. Nie byłam w stanie w odpowiednim momencie wprowadzić pokarmów stałych. Od cycka ją musiałam odsunąć, bo karmiłam ją na stojąco… Całe te przeboje z Sarosławą, są nie do opisania, bo ludzie nie uwierzą, że może być tak „rozpuszczone” dziecko. No więc, karmienie jej na stojąco nie sprawiało mi przyjemności. Pamiętam przecież karmienia z Niną – relaks. I nie chodzi tu wcale o dziecko starsze, bo Sara się darła od samego początku. Musiałam ją długo wyciszać, zanim zaczęła w miarę normalnie współpracować. No więc, nie wprowadziłam obiadów, bo każda próba podania jej kończyła się zaciśniętymi ustami. Mówiłam sobie, nie to nie, widocznie nie jest jeszcze gotowa. Aż tu nastał 10 m-c a ona nadal nic !!
    Zasięgam do wujka google i co czytam: problemy z wprowadzeniem posiłków dla dziecka, które do 10 m-ca jeszcze ich nie je, i anemia.
    No i się sprawdziło… Jeść nie chce. Zapiąć się w krzesełku nie chce, anemię ma, piłaby tylko butlę, jadła deserki, i słodycze. Tak – daję jakieś ciastka, paluszki, czasem odrobinę kinder czekolady. Nie pochwalam tego u siebie. Wiem, jaka byłam restrykcyjna przy Ninie, a teraz normalnie siebie nie poznaję. I nie podoba mi się to całe jedzenie u nas. Jest źle i to widzę. Próbuję zmian, próbuję urozmaicać. I trzeba to robić od samego początku. Własnie żeby dziecko przyzwyczajać do różnych smaków. Nina też nie ruszy nowości, też morfologia leży. (chociaż ostatnio jest lepiej, właśnie dzięki urozmaicaniu). I nie zrażać się, że raz nie zje, może uda się następnym razem – tak jak u Niny tosty z dżemem :) Tylko, gdyby jeszcze ta Sara chciała współpracować. Zamówiłam już dwa identyczne krzesełka do karmienia, zamówiłam stół. Zrobię im porządną jadalnię i posiłki o stałych porach. Teraz Nina nie chodzi do przedszkola więc idealny czas na zmiany.

    1. Trudna sprawa… ale jedno, co wiem, to myślę, ze to nie jest do końca Twoja wina. Dziecko ma swój charakter i temperament. Wiele dzieci nie chce długo zaczynać jeść, a ja z kolei obawiam się, że my zaczeliśmy zbyt wcześnie i może to jest przyczyną problemów :( Zainspirowana Waszymi komentarzami zrobiłam Poli badania krwi i już wiem, że anemii nie ma, ale jest na pograniczu i coś się dzieje nie tak. Objawy dokładnie takie same, jak u Was :( Fotelik do jedzenia zaczynam powoli we własnych myślach nazywać narzędziem tortur, a podkreślę, że nie zmuszamy jej wcale do jedzenia. Po prostu, gdy nadchodzi pora posiłku, Pola wpada w histerię, nie chce ani być sama w pokoju, ani na kolanach, ani siedzieć na podłodze, ani w krzesełku- zupełnie, jakby uważała, że czas jedzenia do horror i zło. Czasem coś tam zje, ale to są dosłownie okruszki. Zje trzy makarony i kończy posiłek, bo już jej się spieszy do zabawy, a przecież tyle się naczytałam, że to jedzenie będzie zabawą! Bullshit.

      Nie łamiemy się i słodyczy nie ma, ale gdyby nie mleko mamy, to nie wiem, czym Ona by żyła. Życzę, żeby u Was było lepiej. Może stałe pory posiłków faktycznie w czymś Wam pomogą.

  8. Ja właśnie walczę i wycofuję słodycze, bo Nina ma ogromny problem z kupą. Zaczęła się bać, opóźnia wypróżnienie, tragedia. Najgorzej gdzieś wyjść, jej się zachce, biegniemy do publicznej toalety, ona siada i nic… Czasem siedzę w sklepie tak długo, aż jej się znowu zachce i krążymy obok wc, żeby jakoś utrafić…
    Sara z jedzeniem różnie. Blenduję jej mimo skończonego roku. Kawałki też podjada, ale nasze. Ostatnio zrobiłam zupę szczawiową, bo nie miałam dosłownie nic w lodówce, i ona zajadała się… W życiu, w normalnych okolicznościach, nie zrobiłabym zupy szczawiowej (pomyliłam w sklepie – chciałam przecier ogórkowy) !!
    Także trzeba faktycznie próbować różnych smaków, bo a nóż coś tym naszym dzieciom zasmakuje, albo się odblokuje :))) Buziaczki dla Was Ślicznoty :*

    1. Masz Ci los! A ja szukam szczawiu i nigdzie znaleźć nie mogę :D A na łące go sama nie rozróżnię, mimo, że podobno w naszej gminie go pełno :)

  9. Ojwuem o czym piszesz. U nas kiefy na pytanie o żywienie małego odpowiadałam, że je normalnie i dużo mleka, że dostaje też zupy, papki, że raz je sam a raz że ja go karmię było zdziwienie, i słowa, że narobię dziecku rozdwojenia jaźni… cóż wszystko dla ludzi… a w koło tylko blw i blw… o co chodzi? U nas takie 100% się nie sprawdziło, Gutek więc je sam to co chce, resztę, z którą sobie totalnie sam nie radzi podaję ja… bez stresu i ścisku… pierś… też niektórych odstrasza… bo jak to roczne dziecko, które 4 czasem więcej razy dziennie + w nocy je z piersi? Przecież ono powinno dwudaniowy obiad wciągnąć bez mrugnięcia okiem… głowa boli od tych komentarzy, reakcji itd… a my? Róbmy swoje…

    1. Dzięki, że to piszesz. U nas się totalnie nie sprawdziło, kontunuuję to po swojemu, od dwóch tygodniu dopiero mała je więcej, ale dla mnie więcej, to pół kanapki z pastą na śniadanie. Co z tego, że są dzieci, które wciągają trzy kanapki i paprykę? Różnica żadna, bo biegają tak samo szybko, jak Pola :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s