Kilka miesięcy

Dziś minęło 8 miesięcy od przyjścia Poli na świat… okrągłe osiem miesięcy, co w niczym nie przeszkadza temu, że każdego dnia wspominam dzień jej narodzin, chyba jeden z najciekawszych i najpiękniejszych dni w moim życiu. Okazało się, po raz pierwszy w życiu, że jestem do czegoś stworzona, że idzie mi świetnie, że nie popełniam żadnego błędu- chociaż ten jeden raz w życiu.

Wiem, że jestem odporna na ból i, że bolało straszliwie, ale jednak znośnie, chyba to ta odporność. Często na nowo wizualizuję sobie ten ból, próbuję go przypomnieć swoim mięśniom, kościom i swojej skórze, ale w mojej pamięci traci on na słabości z każdym dniem. Przypominam sobie każdego dnia te 6 godzin i te dwa dni przed. I te godziny po, o których wolałabym jednak zapomnieć…. niech one będą jedynie mętną wizją, a najlepiej nieprawdą.

Przypominam sobie mój jedyny krzyk, bo tylko raz krzyknęłam i przypominam sobie, jak bardzo było mi obojętne, co się dzieje z moim ciałem; ono i tak nie należało do mnie…. było do mnie sztucznie przyczepione. Tak, właśnie tak było. Przypominam sobie, jak szczypało na końcu i jak bardzo się pociłam. I jak bardzo jest to fizjologiczne. I przypominam sobie, że Dumny Tata był ze mną.

Trochę tęsknię za tym dniem, żałuję, że nikt nie nagrał mnie na filmie, że nie mam zdjęć…. może kiedyś się doczekam, bo mocno wierzę w to, że przynajmniej jeszcze raz będę godna zmierzyć się z tym bólem. I zobaczymy, kto wygra.

W tym poście jakość zdjęć ma znaczenie symboliczne.

IMG_0381 IMG_0384 IMG_0401

Pierwsze skromne skurcze nabierają regularności.

IMG_0394

I ostatnia rzecz, o której czytała. Do dziś niezrealizowany przepis.

IMG_0392

I wiele godzin później wyłania się…. miniaturowy Ryszard Kalisz!

IMG_0403

IMG_0438 IMG_0422 IMG_0414

Mały opity bąk.

IMG_0450

Advertisements

11 thoughts on “Kilka miesięcy

  1. wzruszyłaś mnie… ja też chciałam się zmierzyć z bólem. Do tej pory nie wiem, czy mnie po prostu słabo bolało, czy aż tak jestem odporna na ból. Trochę mam poczucie, że nie miałam okazji się sprawdzić. Codziennie ogladam zdjęcia z tego dnia, bardzo rozmazane, jak mnie przywieźli po operacji do naszej sali, jak mi Marek pokazał Córkę, jak prosiłam, by mi oddali okulary, bo nie mogę się jej przyjrzeć. To było niesamowite…a Wasza Mała prześliczna, pyzatka;)

    1. Miałam Ci już dawno odpisać. Myślę, że obie zmierzyłyśmy się z bólem tak, jak potrzeba, wszystko jest chyba kwestią psychiki.

      A wspomnienia…. trochę Ci zazdroszcze, że masz zdjęcia. Ja uszykowałam aparat, ale Patrykowi wszystko z rąk leciało i mam może ze 3 fotki komórkowe.

    2. u mnie każdy robił zdjęcia, mama, tata, marek…wszyscy, stąd tyle fotek haha ;) też się cieszę, że je mam. Mam takie bardzo nieostre (mama robiła swoją małpką), kiedy Marek pokazuje mi Małą po raz pierwszy ;) niesamowitę sa, mimo że takiej złej jakości;)

    3. Ooooh, strasznie Ci tego zazdroszczę. Mam takie poporodowe już, ale wyglądam już na nich calkiem spoko, a ja bym chciała takie zupełnie na gorąco… te emocje są tak silne, że jakość fotografii nie ma najmniejszego znaczenia :*

  2. Piękna data, mój małż też z tego dnia ;)

    Cudnie to opisałaś, tylko pozazdrościć, że ja nie miałam tej okazji. Ale może następny Bąbel nie będzie taki uparty po siostrze, i obróci się główką w dół, i chociaż da mamie spróbować..? Z Marysią jechałam z myślą o cc, ale chociaż dali się akcji rozkręcić do 6 cm i pięknych, regularnych skurczy, na zapis których każdy, kto patrzył miał jedną reakcję „jaka szkoda, że pani nie rodzi naturalnie…”

    No i Pola przynajmniej miała szyję od początku, moja jakaś bezszyjna do tej pory :P

    1. Jeśli zaś chodzi o cesarskie cięcie, myślę, że miałabym do tego takie samo podejście jak Ty. Spokoju nie dawałoby mi również to, że jeszcze do niedawna porody pośladkowe były czymś naturalnym i położne umiały je przyjmować, a dziś nikt się tego ryzyka nie podejmie. Z dzisiejszego punktu widzenia uważam jednak, że nie ma się nad czym zastanawiać- liczy się to, że dziecko jest na świecie, zdrowe, że my jesteśmy mamami, a to, jakim rodzajem bólu okupiłyśmy narodziny naszego maleństwa, nie ma absolutnie znaczenia. Ja jestem dumna z każdej dziewczyny, która miała odwagę, by rodzić, nie ważne, jak.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s